-Boże, Meg
po co mnie tu zaciągnęłaś?- zapytałam moją przyjaciółkę, kiedy wchodziłyśmy do mieszkania
pełnego imprezujących nastolatków.
Megan stwierdziła, że fajnie byłoby się zabawić w piątkowy wieczór, ale ja jakoś nie miałam na to ochoty. Grała głośna muzyka, a my przeciskałyśmy się do stolika, gdzie stały przekąski, a tuż obok butelki z piwem.
-Żebyś w końcu wiedziała, że impreza jest o wiele lepsza niż opychanie się przed telewizorem oglądanie po raz kolejny jakąś durną komedię romantyczną. Victoria, błagam, baw się- krzyczała do mnie przez muzykę łapiąc kubek z piwem i podając jeden mi.
To nie jest tak, że nigdy nie byłam na im imprezie i jestem jakimś snobem. Po prostu wolę zabawę w mniejszym gronie, to wszystko.
Kilka osób pokiwało do nas głowami witając się.
-Dobrze już dobrze, bawię się, uhu- powiedziałam biorąc łyk piwa.
-Idziemy na parkiet!- rzuciła Megan i złapała mnie za rękę prowadząc do tańczących osób.
Moja przyjaciółka tańczyła w zespole, więc dla niej to był chleb powszedni, ale ja nie byłam jakąś wybitną tancerką. Wykonywałam swoje nieporadne ruchy, gdy każdy był zajęty ocieraniem się o siebie jak na jakiejś grupowej orgii.
Po kilkunastu minutach tańca czułam się już swobodniej, ale zaciągnęłam brunetkę na kanapę, żeby odpocząć.
-Już nie chcesz wracać do domu?- zapytała ponownie chwytając czerwony kubek.
-Nie wiem jak w ogóle wrócę do domu jeżeli będziesz piłą piwo jedno za drugim.
-Spokojnie, Jason nas odwiezie. Niedługo się pojawi, tylko musi poczekać aż jego rodzice zasną. Dobrze, że my nie miałyśmy takiego problem, Vic- powiedziała poprawiając turkusową sukienkę, która świetnie na niej leżała.
Mój tata jest bezproblemowy, więc Megan z łatwością przekonała go do tej imprezy, a jej rodziców nie było. Nic tylko wybrać się na domówkę.
-Zamierzasz coś pić?- zapytała patrząc na mnie swoimi wielkimi czekoladowymi oczami.
Chwyciłam piwo i wypiłam kubek duszkiem, aż zakręciło mi się w głowie. Nie byłam jego wielką fanką, ale jak się bawić, to na całego.
-Zadowolona?
-No jasne. Myślisz, że Steven się pojawi? Byłoby super, gdyby porwał Cię do tańca.
-Widziałam go z jakąś blondynką. W sumie nie wiem na co liczyłam.
Do Stevena wzdycha większość dziewczyn w naszej szkole. Jest w ostatniej klasie i wygląda jak model. Ma tylko jedną wadę. Jest bardzo pewny siebie, aż za bardzo. Jakoś mi to nie przeszkadzało, bo jedyne co miałam z nim wspólnego to, że chodzimy do tej samej szkoły.
Szkolne miłości są świetne, jeżeli druga osoba wie, że istniejesz. Niestety Steven nie zauważał mnie, ale może to i dobrze. Pewnie gdyby jakimś cudem podszedł do mnie i zgadał byłabym w stanie wydać z siebie serię monosylab i zemdleć. Nie ma nic gorszego.
Po chwili podszedł do nas Jason w jeansowej koszuli zapiętej na ostatni guzik tuż przy szyi z wielkim uśmiechem wywołanym widokiem jego dziewczyny. Byli z Megan już 9 miesięcy, a zachowywali się tak, jakby dopiero stworzyli parę. Jednak z opowieści mojej przyjaciółki wiem, że doszli daleko. Jeśli wiecie o co mi chodzi.
-Cześć, Kochanie- powiedział Jason zdejmując z blond włosów czapkę i obdarzając swoja dziewczynę ogromnym pocałunkiem.
Od dawna marzyłam o tym, żeby ze mną też ktoś tak się witał, więc nie zniosłam tego przesłodkiego widoku i spuściłam wzrok.
Upiłam spory łyk trzeciego piwa i czułam, że ostatniego dzisiaj.
-Victoria, Ty tutaj?- zdziwił się, zbijając ze mną piątkę.
Był nie tylko chłopakiem mojej przyjaciółki, ale także moim przyjacielem.
-To Meg mnie tutaj zaciągnęła- powiedziałam wskazując na nią brodą.
-Oj tam, idziemy tańczyć- wtrąciła się wstając z kanapy razem z Jasonem.
Spoglądali na mnie czekając, kiedy się ruszę.
-Ja odpadam.
Wzruszyli ramionami i odeszli trzymając się za ręce. Siedziałam na miękkiej kanapie, obserwując tańczące osoby, kiedy jakiś chłopak szedł w moją stronę chwiejnym krokiem. Widziałam go parę razy na szkolnym korytarzu, ale nie miałam z nim nic wspólnego. Po kilku małych potknięciach stanął naprzeciw mnie i widać było, że jest kompletnie pijany.
-Zatańczysz ze mną, Maleńka?- zapytał brunet kołysząc się i jąkając za sprawą wypitego alkoholu.
-Nie, zostanę tutaj, ale dzięki za propozycję- powiedziałam uśmiechając się i od razu złapałam mojego białego iPhone’a byle tylko na niego nie patrzeć.
-Nie daj się prosić.
-Naprawdę nie mam ochoty- rzekłam z naciskiem, żeby już odszedł, ale on nie dawał za wygraną. Usiadł obok mnie i prawie się porzygałam czując mocny odór piwa wydobywający się z jego ust za każdym oddechem.
-Przecież wiem jak ślinisz się na mój widok w szkole.
-Chyba Ci się dziewczyny pomyliły- powiedziałam krzywiąc się i odsuwając na sam koniec kanapy.
-No chodź.
Złapał mnie za rękę i próbował wyciągnąć mnie na ten parkiet. Zaparłam się i próbowałam wyrwać dłoń z jego uścisku. Kiedy to zauważył zbliżył się do mnie, a jego oczy były przepełnione złością. Prawie umarłam ze strachu. Bałam się, że mnie uderzy, zgwałci, zabije, a na koniec porwie mnie do tego cholernego tańca i jeszcze raz uderzy, bo nie umiem tańczyć.
-Kurwa, zostaw mnie psycholu- powiedziałam przerażona.
-Co powiedziałaś!?- wrzeszczał na mnie mrożącym krew w żyłach głosem. Jeżeli wtedy byłam przerażona, to teraz prawie narobiłam w majtki ze strachu.
-Nie słyszałeś? Zostaw ją- powiedział jakiś głos, którego nie rozpoznałam. Było ciemno, a nas oświetlały tylko dyskotekowe reflektory, więc nie zauważyłam również do kogo należał ten głos.
-A Tobie co do tego?- zapytał pijany brunet odsuwając się ode mnie i robiąc krok w stronę chłopaka.
-Wypierdalaj stąd gnoju, albo inaczej pogadamy.
Słyszałam jak chłopak strzela kostkami w palcach. Nienawidzę tego dźwięku, zawsze przyprawia mnie o gęsią skórkę, teraz także.
Brunet odszedł mrucząc coś pod nosem, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Dziękuje- powiedziałam w stronę chłopaka i chwyciłam kubek z piwem. Musiałam się napić.
-Nie powinnaś siedzieć tutaj sama, skoro wokół jest tylu pijanych popaprańców.
-Wiem, kimkolwiek jesteś- dodałam mrużąc ozy, by go dostrzec pośród mroku.
Nagle zrobił krok do przodu i zapalił lampę obok kanapy. Jestem taką kretynką, że nawet jej nie zauważyłam.
Teraz widziałam go bardzo dobrze i muszę przyznać, że było na czym oko zawiesić. Był dość wysoki i bardzo przystojny. Miał nisko opuszczone czarne spodnie i białą bokserkę, więc widziałam jego imponujące mięśnie i tatuaże na lewej ręce. Karmelowe oczy błyszczały, a ciemną blond grzywkę postawił do góry. Miał poważną minę i iPhone’a w ręku.
-Justin- powiedział podając mi dłoń przez stolik.
-Victoria.
Uścisnął mi dłoń i usiadł obok mnie, chowając telefon do kieszeni. Czułam od niego woń alkoholu, ale nie tak intensywna jak u tamtego chłopaka.
-Nie wiem co bym zrobiła, gdybyś nie przyszedł. Jesteś moim bohaterem- powiedziałam wiążąc długie blond włosy w koka i poprawiając sukienkę.
-Mogę by kimkolwiek zechcesz, ale nie jestem bohaterem. Bohaterowie są dobrzy, a ja do takich nie należę.
Jego spojrzenie mówiło bój się, a ja po wcześniejszym wydarzeniach prawie dostałam zawału. Teraz umrę.
-Zabijesz mnie?- wypaliłam, zanim pomyłam o tym, co mówię.
W myślach zaliczyłam face palm, ale przed Justinem udawałam, że tak miało być. Bałam się, że teraz już po mnie, a on niespodziewanie zaśmiał się perlistym śmiechem. Poczułam się jak idiotka.
-Bez przesady. To, że nie jestem grzecznym chłopcem z dobrego domu nie oznacza, że teraz dostaniesz kulką w łeb.
-Akurat tego bałam się najmniej. Spodziewałam się jakichś tortur.
-Nie, spokojnie, przeżyjesz- powiedział znów śmiertelnie poważny.
Ten chłopak mnie przeraża. Serio. Ratuje mnie, później mnie straszy, śmieje się i znowu. A może to tylko sen? Toby było najlepsze.
-Przerażasz mnie- przyznałam.
-To ja, shawty. Tylko nie uciekaj z krzykiem- powiedział zakładając okulary przeciwsłoneczne. Nie mam pojęcia po co, przecież siedzieliśmy w mieszkaniu i była noc! Może reflektory go oślepiają.
-A jeśli tak, to co?
-Będę musiał Cię złapać.
-I mnie zabijesz?- zapytałam znów.
-Przestań z tym zabijaniem! Nie, nie zabiję Cię. Boże, tak bardzo chcesz umrzeć?- zapytał głośno wypuszczając powietrze z ust.
-O to chodzi, że w ogóle nie chcę.
-No to masz dzisiaj swój szczęśliwy dzień, bo jeszcze żyjesz.
-Wow- powiedziałam z sarkazmem, a on odpalił papierosa.
Po chwili podeszli do nas Megan z Jasonem. Niespodziewanie przywitali się z Justinem, ale on od razu odszedł mrucząc coś stylu do zobaczenia. Nie spodziewałam się, że w ogóle go jeszcze zobaczę.
Kiedy szliśmy we trójkę do samochodu, Megan zapytała:
-Skąd znasz Biebera?
-Justina? To długa historia.
-Mamy czas, opowiadaj.
W drodze do domu opowiedziałam jej wszystko, a ona co chwilę wydawała z siebie okrzyki zdziwienia i strachu, a Jason tylko chichotał prowadząc samochód. Na koniec Megan stwierdziła, że to przeznaczenie połączyło mnie z Justinem. Ona wszędzie widzi przeznaczenia.
Megan stwierdziła, że fajnie byłoby się zabawić w piątkowy wieczór, ale ja jakoś nie miałam na to ochoty. Grała głośna muzyka, a my przeciskałyśmy się do stolika, gdzie stały przekąski, a tuż obok butelki z piwem.
-Żebyś w końcu wiedziała, że impreza jest o wiele lepsza niż opychanie się przed telewizorem oglądanie po raz kolejny jakąś durną komedię romantyczną. Victoria, błagam, baw się- krzyczała do mnie przez muzykę łapiąc kubek z piwem i podając jeden mi.
To nie jest tak, że nigdy nie byłam na im imprezie i jestem jakimś snobem. Po prostu wolę zabawę w mniejszym gronie, to wszystko.
Kilka osób pokiwało do nas głowami witając się.
-Dobrze już dobrze, bawię się, uhu- powiedziałam biorąc łyk piwa.
-Idziemy na parkiet!- rzuciła Megan i złapała mnie za rękę prowadząc do tańczących osób.
Moja przyjaciółka tańczyła w zespole, więc dla niej to był chleb powszedni, ale ja nie byłam jakąś wybitną tancerką. Wykonywałam swoje nieporadne ruchy, gdy każdy był zajęty ocieraniem się o siebie jak na jakiejś grupowej orgii.
Po kilkunastu minutach tańca czułam się już swobodniej, ale zaciągnęłam brunetkę na kanapę, żeby odpocząć.
-Już nie chcesz wracać do domu?- zapytała ponownie chwytając czerwony kubek.
-Nie wiem jak w ogóle wrócę do domu jeżeli będziesz piłą piwo jedno za drugim.
-Spokojnie, Jason nas odwiezie. Niedługo się pojawi, tylko musi poczekać aż jego rodzice zasną. Dobrze, że my nie miałyśmy takiego problem, Vic- powiedziała poprawiając turkusową sukienkę, która świetnie na niej leżała.
Mój tata jest bezproblemowy, więc Megan z łatwością przekonała go do tej imprezy, a jej rodziców nie było. Nic tylko wybrać się na domówkę.
-Zamierzasz coś pić?- zapytała patrząc na mnie swoimi wielkimi czekoladowymi oczami.
Chwyciłam piwo i wypiłam kubek duszkiem, aż zakręciło mi się w głowie. Nie byłam jego wielką fanką, ale jak się bawić, to na całego.
-Zadowolona?
-No jasne. Myślisz, że Steven się pojawi? Byłoby super, gdyby porwał Cię do tańca.
-Widziałam go z jakąś blondynką. W sumie nie wiem na co liczyłam.
Do Stevena wzdycha większość dziewczyn w naszej szkole. Jest w ostatniej klasie i wygląda jak model. Ma tylko jedną wadę. Jest bardzo pewny siebie, aż za bardzo. Jakoś mi to nie przeszkadzało, bo jedyne co miałam z nim wspólnego to, że chodzimy do tej samej szkoły.
Szkolne miłości są świetne, jeżeli druga osoba wie, że istniejesz. Niestety Steven nie zauważał mnie, ale może to i dobrze. Pewnie gdyby jakimś cudem podszedł do mnie i zgadał byłabym w stanie wydać z siebie serię monosylab i zemdleć. Nie ma nic gorszego.
Po chwili podszedł do nas Jason w jeansowej koszuli zapiętej na ostatni guzik tuż przy szyi z wielkim uśmiechem wywołanym widokiem jego dziewczyny. Byli z Megan już 9 miesięcy, a zachowywali się tak, jakby dopiero stworzyli parę. Jednak z opowieści mojej przyjaciółki wiem, że doszli daleko. Jeśli wiecie o co mi chodzi.
-Cześć, Kochanie- powiedział Jason zdejmując z blond włosów czapkę i obdarzając swoja dziewczynę ogromnym pocałunkiem.
Od dawna marzyłam o tym, żeby ze mną też ktoś tak się witał, więc nie zniosłam tego przesłodkiego widoku i spuściłam wzrok.
Upiłam spory łyk trzeciego piwa i czułam, że ostatniego dzisiaj.
-Victoria, Ty tutaj?- zdziwił się, zbijając ze mną piątkę.
Był nie tylko chłopakiem mojej przyjaciółki, ale także moim przyjacielem.
-To Meg mnie tutaj zaciągnęła- powiedziałam wskazując na nią brodą.
-Oj tam, idziemy tańczyć- wtrąciła się wstając z kanapy razem z Jasonem.
Spoglądali na mnie czekając, kiedy się ruszę.
-Ja odpadam.
Wzruszyli ramionami i odeszli trzymając się za ręce. Siedziałam na miękkiej kanapie, obserwując tańczące osoby, kiedy jakiś chłopak szedł w moją stronę chwiejnym krokiem. Widziałam go parę razy na szkolnym korytarzu, ale nie miałam z nim nic wspólnego. Po kilku małych potknięciach stanął naprzeciw mnie i widać było, że jest kompletnie pijany.
-Zatańczysz ze mną, Maleńka?- zapytał brunet kołysząc się i jąkając za sprawą wypitego alkoholu.
-Nie, zostanę tutaj, ale dzięki za propozycję- powiedziałam uśmiechając się i od razu złapałam mojego białego iPhone’a byle tylko na niego nie patrzeć.
-Nie daj się prosić.
-Naprawdę nie mam ochoty- rzekłam z naciskiem, żeby już odszedł, ale on nie dawał za wygraną. Usiadł obok mnie i prawie się porzygałam czując mocny odór piwa wydobywający się z jego ust za każdym oddechem.
-Przecież wiem jak ślinisz się na mój widok w szkole.
-Chyba Ci się dziewczyny pomyliły- powiedziałam krzywiąc się i odsuwając na sam koniec kanapy.
-No chodź.
Złapał mnie za rękę i próbował wyciągnąć mnie na ten parkiet. Zaparłam się i próbowałam wyrwać dłoń z jego uścisku. Kiedy to zauważył zbliżył się do mnie, a jego oczy były przepełnione złością. Prawie umarłam ze strachu. Bałam się, że mnie uderzy, zgwałci, zabije, a na koniec porwie mnie do tego cholernego tańca i jeszcze raz uderzy, bo nie umiem tańczyć.
-Kurwa, zostaw mnie psycholu- powiedziałam przerażona.
-Co powiedziałaś!?- wrzeszczał na mnie mrożącym krew w żyłach głosem. Jeżeli wtedy byłam przerażona, to teraz prawie narobiłam w majtki ze strachu.
-Nie słyszałeś? Zostaw ją- powiedział jakiś głos, którego nie rozpoznałam. Było ciemno, a nas oświetlały tylko dyskotekowe reflektory, więc nie zauważyłam również do kogo należał ten głos.
-A Tobie co do tego?- zapytał pijany brunet odsuwając się ode mnie i robiąc krok w stronę chłopaka.
-Wypierdalaj stąd gnoju, albo inaczej pogadamy.
Słyszałam jak chłopak strzela kostkami w palcach. Nienawidzę tego dźwięku, zawsze przyprawia mnie o gęsią skórkę, teraz także.
Brunet odszedł mrucząc coś pod nosem, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Dziękuje- powiedziałam w stronę chłopaka i chwyciłam kubek z piwem. Musiałam się napić.
-Nie powinnaś siedzieć tutaj sama, skoro wokół jest tylu pijanych popaprańców.
-Wiem, kimkolwiek jesteś- dodałam mrużąc ozy, by go dostrzec pośród mroku.
Nagle zrobił krok do przodu i zapalił lampę obok kanapy. Jestem taką kretynką, że nawet jej nie zauważyłam.
Teraz widziałam go bardzo dobrze i muszę przyznać, że było na czym oko zawiesić. Był dość wysoki i bardzo przystojny. Miał nisko opuszczone czarne spodnie i białą bokserkę, więc widziałam jego imponujące mięśnie i tatuaże na lewej ręce. Karmelowe oczy błyszczały, a ciemną blond grzywkę postawił do góry. Miał poważną minę i iPhone’a w ręku.
-Justin- powiedział podając mi dłoń przez stolik.
-Victoria.
Uścisnął mi dłoń i usiadł obok mnie, chowając telefon do kieszeni. Czułam od niego woń alkoholu, ale nie tak intensywna jak u tamtego chłopaka.
-Nie wiem co bym zrobiła, gdybyś nie przyszedł. Jesteś moim bohaterem- powiedziałam wiążąc długie blond włosy w koka i poprawiając sukienkę.
-Mogę by kimkolwiek zechcesz, ale nie jestem bohaterem. Bohaterowie są dobrzy, a ja do takich nie należę.
Jego spojrzenie mówiło bój się, a ja po wcześniejszym wydarzeniach prawie dostałam zawału. Teraz umrę.
-Zabijesz mnie?- wypaliłam, zanim pomyłam o tym, co mówię.
W myślach zaliczyłam face palm, ale przed Justinem udawałam, że tak miało być. Bałam się, że teraz już po mnie, a on niespodziewanie zaśmiał się perlistym śmiechem. Poczułam się jak idiotka.
-Bez przesady. To, że nie jestem grzecznym chłopcem z dobrego domu nie oznacza, że teraz dostaniesz kulką w łeb.
-Akurat tego bałam się najmniej. Spodziewałam się jakichś tortur.
-Nie, spokojnie, przeżyjesz- powiedział znów śmiertelnie poważny.
Ten chłopak mnie przeraża. Serio. Ratuje mnie, później mnie straszy, śmieje się i znowu. A może to tylko sen? Toby było najlepsze.
-Przerażasz mnie- przyznałam.
-To ja, shawty. Tylko nie uciekaj z krzykiem- powiedział zakładając okulary przeciwsłoneczne. Nie mam pojęcia po co, przecież siedzieliśmy w mieszkaniu i była noc! Może reflektory go oślepiają.
-A jeśli tak, to co?
-Będę musiał Cię złapać.
-I mnie zabijesz?- zapytałam znów.
-Przestań z tym zabijaniem! Nie, nie zabiję Cię. Boże, tak bardzo chcesz umrzeć?- zapytał głośno wypuszczając powietrze z ust.
-O to chodzi, że w ogóle nie chcę.
-No to masz dzisiaj swój szczęśliwy dzień, bo jeszcze żyjesz.
-Wow- powiedziałam z sarkazmem, a on odpalił papierosa.
Po chwili podeszli do nas Megan z Jasonem. Niespodziewanie przywitali się z Justinem, ale on od razu odszedł mrucząc coś stylu do zobaczenia. Nie spodziewałam się, że w ogóle go jeszcze zobaczę.
Kiedy szliśmy we trójkę do samochodu, Megan zapytała:
-Skąd znasz Biebera?
-Justina? To długa historia.
-Mamy czas, opowiadaj.
W drodze do domu opowiedziałam jej wszystko, a ona co chwilę wydawała z siebie okrzyki zdziwienia i strachu, a Jason tylko chichotał prowadząc samochód. Na koniec Megan stwierdziła, że to przeznaczenie połączyło mnie z Justinem. Ona wszędzie widzi przeznaczenia.