poniedziałek, 17 marca 2014

8.

-Cześć- powiedział Jason, kiedy wsiadał do mojego samochodu w poniedziałkowy poranek.
Wyglądał jakby całą noc nie zmrużył oka. Oczy miał podkrążone, a fryzura była w nieładzie.
-Cześć. Co jest?- zapytałam, kiedy wyjeżdżaliśmy z naszej ulicy.
Było parę minut po siódmej, a Nowy Jork już żył pełnią życia. Samochody wymijały się jeden o drugiego, a za kierownicami byli znudzeni pracownicy spieszący się do pracy, lub studenci jadący na uczelnie. Było chłodniej niż zazwyczaj. Połowa października obfitowała w zimne wiatry z północy i lekkie mżawki.
-Zakuwałem całą noc z trygonometrii. Ten sprawdzian to jakaś masakra. Nie wiem co jest gorsze- to, czy świadomość, że Megan czeka na mnie rozwścieczona- powiedział przecierając oczy .
-Dalej nie rozmawiacie? O co tak właściwie poszło?- zapytałam sprawnie manewrując kierownicą mimo lekkiego niewyspania.
-Nic ważnego, takie tam- powiedział odwracając twarz do szyby.
Głos mu się podniósł o oktawę wyżej, więc coś było nie tak. Na dodatek spuścił wzrok. Albo sprawnie to przede mną ukrywają, albo… No dobra, coś przede mną ukrywają. Ale nie miałam ochoty błądzić wśród ich logiki. Miałam dzisiaj sprawdzian z angielskiego, a zupełnie nic nie umiem. Kiedy wczoraj wróciłam ze spotkania z Justinem zdołałam tylko wziąć prysznic i upaść na łóżko, a i tak z nadmiaru wrażeń, długo nie mogłam zasnąć.
-Właściwie, Vic, gdzie spałaś po imprezie?- zapytał unosząc brwi do góry. Widać było, że doskonale wie, gdzie spałam a zdradzał to jego uśmiech.
-Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź?- zapytałam i ruszyłam do przodu za czerwonym Fordem.
-Chcę to usłyszeć od Ciebie. Nieźle się zalałaś.
-Może trochę za dużo wypiłam, ale bez przesady. Justin zabrał mnie do siebie- powiedziałam wzruszając ramionami, ale czułam, że na moje policzki wstępuje rumieniec.
Jason zaśmiał się gardłowo widząc moją reakcję. Nawet na niego nie spojrzałam udając, że bardzo skupiam się na drodze przed nami.
-A więc teraz Justin, a nie Bieber?
-Jakiś problem, Black?- zapytałam poirytowana.
Jason podniósł ręce w obronnym geście powstrzymując śmiech.
-Spokojnie, Victoria- powiedział.
Zmroziłam go wzrokiem, ale się nie odezwałam. Jason grzebał w swoich notatkach, a ja jechałam do szkoły, chociaż myślami była daleko stąd. Dalej miałam przed oczami jego roześmiane spojrzenie karmelowych tęczówek, albo uroczy dołeczek w policzku. Justin Bieber- kiedyś to nazwisko wywoływało u mnie jęk odrazy, a teraz miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że to był najwspanialszy dzień mojego życia. Szkoda tylko, że tak krótko on trwał. Zastanawiałam się, czy zadzwoni do mnie jeszcze, wyśle wiadomość, cokolwiek. Cóż mogłam poradzić? Zależało mi na jego obecności.
Zanim się zorientowałam, byliśmy już na szkolnym parkingu. Jason niezdarnie schował zeszyty do plecaka i wygramolił się z auta. Zabrałam torbę z tylnego siedzenia i od razu przywitał mnie śmiech Megan.
-Brawo, Victoria- powiedział zbliżając się do mnie.
Miała na sobie czarne, obcisłe spodnie i bladoniebieską bluzę z nadrukiem. Upięła włosy w kok, ale i tak wyglądała zjawiskowo. Przy niej każdy dostawał kompleksów.
Na moją twarz wstąpił kolejny już rumieniec i schowałam twarz we włosach udając, że bardzo skrupulatnie chowam kluczyki do torby.
-Cześć, Megan. Czego mi gratulujesz? Coś zrobiłam?
Ruszyłam w kierunku szkoły, a ona tuż obok mnie. Jason szedł kawałek za nami powtarzając przed sprawdzianem. Pierwszy raz widziałam, żeby aż tak przejmował się trygonometrią.
-Nie udawaj głupiej, Vic. Dobrze wiesz o co mi chodzi. Nie podoba mi się, że splatasz swoje losy właśnie z Bieberem, ale cóż.
Nie widziałam jej twarzy, ale pewnie założyła ręce i uniosła brwi do góry. Typowa poza mojej przyjaciółki.
-Splatam swoje losy? Chyba za dużo sobie wyobrażasz- powiedziałam poirytowana.
Jeżeli jeszcze jedna osoba będzie mnie wypytywać o to, co się działo po imprezie, nie wytrzymam. Nigdy nikogo nie uderzyłam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?
-Poczekaj, podsumujmy wydarzenia piątkowego wieczoru. Są Twoje urodziny, nagle do lokalu wchodzi mega przystojniak, który nawet nie jest zaproszony. Tańczysz z nim dobrą godzinę, a potem nagle strzela Ci coś do głowy i pijana zabierasz go z macek Mii. On odwozi Cię do siebie do domu i… Fakty mówią same za siebie, Kochana.
-Serio tak to wyglądało?- zapytałam cicho.
Mijaliśmy uczniów z naszego rocznika, którzy chichotali, albo szeptali między sobą widząc moją osobę. Czułam się jak totalna idiotka.
-Tak, właśnie tak- powiedziała chyba nie zdając sobie sprawy z mojej miny.
Nic nie odpowiedziałam, tylko szłam w ciszy przez szkolny korytarz. Megan kroczyła za mną
jak cień. Tak bardzo nie lubiłam być w centrum uwagi, a teraz samą siebie na nią skazałam. Czułam, że to będzie najgorszy dzień w życiu. Już wyobrażałam sobie jak reszta szkoły nabija się ze mnie myśląc pewnie, że od razu skoczyłam  Justinowi do łóżka.
Stojąc przed moją klasą, z miną męczennicy pożegnałam się z przyjaciółką i weszłam do środka. Spodziewałam się, że gdy tylko przekroczę próg sali wszyscy wstrzymają oddech, by po chwili wybuchnąć gromkim śmiechem. Tak się jednak nie stało.
Jedni spojrzeli na mnie przelotem, drudzy w ogóle nie zauważyli mojej obecności, jednak jedna osoba aż się wyrywała gotowa ze mną porozmawiać. Usiadłam obok Laury, która  podskakiwała na krześle z podekscytowania. Nie zdążyłam się  nawet rozpakować, a ona już zapiszczała mi do ucha.
-Victoria, opowiedz mi wszystko z najmniejszymi szczegółami- powiedziała zdecydowanie za głośno.
Wydałam z siebie jęk, bo wiedziałam, że przez najbliższą godzinę czeka mnie opowiadanie jej w jakiej pozycji stałam, albo jakim spojrzeniem obdarował mnie Justin w każdej minucie naszego spotkania. Wiedziała doskonale o naszej wczorajszej „randce”, więc to gorsze niż tortury.


Lekcje minęły mi na wzdychaniu, lub bazgroleniu w zeszycie. Sprawdzian z angielskiego był zaskakująco prosty, ale nie wzięłam tego jako dobry znak. Laura jak się spodziewałam nie dawała mi spokoju aż do lunchu, a na stołówce udawałam, że nie czuje przebijającego mi czaszkę spojrzenia, którym obdarowywała mnie Mia.
Szłam w stronę parkingu, kiedy zobaczyłam, że kilka dziewczyn przechodzi obok mnie chichocząc, ale nie z mojego powodu. Poczułam, że coś  lub ktoś inny jest obiektem chichotów dziewczyn. I wtedy go zobaczyłam.
Opierał się w jak zwykle nonszalanckiej pozie o swoje porsche. Nawet z daleka nie wyglądał jak zwykły chłopak. Miał na sobie czarną bokserkę, więc wszyscy doskonale widzieli jego liczne tatuaże, które zapewne wywoływały respekt wśród innych. Dzisiaj był bez czapki, która zakrywała by jego misterną fryzurę. Myślałam, że to majak wywołany przez moją przedziwną wyobraźnię.
Szłam w ślimaczym tempie przewidując, co powinnam zrobić.  Odejść, zignorować go, pobiec do niego w podskokach? Serce waliło mi jak u kanarka. Bałam się, że dostanę zawału. Wzięłam głęboki wdech, by uspokoić mój puls, ale gdy Justin posłał mi jeden ze swoich najwspanialszych uśmiechów, wszystko poszło na marne. Podeszłam do niego na miękkich nogach jakbym zaraz miała zemdleć. Spokojnie, Victoria. Co Ci jest? Weź się w garść- podpowiadał mi głos w mojej głowie.
-Cześć- powiedział pochylając się nade mną, by złożyć na moim policzku słodki pocałunek. Owionął mnie jego zapach.
Udawałam, że nie zauważam gapiów wokół nas. Kilka osób nawet przystanęło udając, że szukają czegoś w plecakach lub coś upuścili. Justin spojrzał na nich i unosząc brwi uśmiechnął się pod nosem.
-Cześć- odpowiedziałam w końcu- Co tutaj robisz?
Justin okrążył samochód i otworzył drzwi od strony pasażera patrząc mi prosto w oczy mimo dzielącej nas odległości.
-Zabieram Cię stąd- powiedział kiwając głową na samochód.
-Ale mój wóz- powiedziałam trochę jękliwie.
-Nie martw się. Jason o niego zadba- powiedział puszczając w moją stronę perskie oko.
Zawahałam się przez moment, ale odwracając się jeszcze raz w stronę mojego volvo podeszłam do Biebera. Wsiadłam czując  pod sobą miękką skórę, mój nos drażnił zapach cynamonu.
Justin zamknął za mną drzwi i po chwili przekręcił kluczyk w stacyjce. Czułam na sobie zdziwione spojrzenia pozostałych. Zdawały się pytać co jest grane. Ja też tego nie wiedziałam, ale nie przeszkadzało mi to.
Wyjechaliśmy poza teren szkoły, a ja ze zdenerwowania wbijałam paznokcie w swoje nadgarstki. Byłam zestresowana, przestraszona i zdezorientowana. Wszystko potoczyło się tak szybko. Minuta rozmowy i już pędziliśmy w porsche przez ulice Nowego Jorku.
-Co my tak właściwie robimy?- zapytałam zapamiętując na pamięć kształt jego szczęki.
Justin westchnął, zamyślił się na chwilę i spojrzał na mnie swoimi roześmianymi oczami.
- Teraz jedziemy w pewne miejsce- powiedział wzruszając ramionami.
Doskonale jednak wiedział, że nie o taką odpowiedź mi chodziło. Nie to miałam na myśli. Do jakiego kręgu miałam go zaliczyć? Kolega,  przyjaciel, ktoś więcej? Justin chyba sam nie wiedział co o tym wszystkim myśleć, bo zaczął nerwowo drapać się po karku.
Nie narzekałam, jego towarzystwo mi odpowiadało, ale z reguły wolałam wiedzieć w co się pakuję.
Czułam się dziwnie nieswojo. Tak, jakbyśmy oboje do czegoś się zmuszali. Po raz pierwszy od naszego spotkania, panowała niezręczna cisza. Niemy krzyk wokół nas zdawał się gęstnieć.
Nikt nie podjął się rozmowy. Justin niby to rozluźniony prowadził samochód, ale ani razu nawet na mnie nie spojrzał, kiedy ja bacznie obserwowałam go kątem oka.
Kiedy w końcu samochód się zatrzymał, byliśmy w nieznanej mi części Nowego Jorku. Wysiadłam z samochodu, kiedy mój kompan otworzył przede mną drzwi i od razu wgniótł mnie w ziemię zapach stęchlizny wydobywający się ze śmietników nieopodal. Mimo tego, że było jasno, tutaj panował nieprzyjemny mrok. Czułam, że jestem w środku filmu gangsterskiego, a nas zaraz napadną zbiry. Wszystko we mnie krzyczało, że powinnam się  stąd jak najprędzej wynosić, ale opiekuńcze ramie Justina, które teraz mnie obejmowało, dodawało mi otuchy. Próbowałam ignorować ten zapach, strach i wszystko inne. Wsłuchiwałam się w miarowy oddech Biebera i chciałam by jego słodki zapach był zawsze ze mną. Z nim u boku nic nie mogło mi się stać. Mimo strachu Megan przed jego kontaktami ze mną, ja nie czułam, że jest dla mnie zagrożeniem. Był czymś w rodzaju opoki, zawsze odganiał złe myśli. To śmieszne, że myślę tak na tym etapie znajomości.
Justin zaśmiał się cicho, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Co Cię tak rozbawiło?- zapytałam unosząc jedną brew do góry.
-Nie bój się tak, shawty. Tak kurczowo trzymasz się mojej koszulki, że zaraz mi ją rozerwiesz- powiedział i znowu zachichotał.
Poczułam, że oblewa mnie rumieniec. Co miałam poradzić? Bałam się wszystkiego, co było dla mnie potencjalnym zagrożeniem.
-Nie nabijaj się ze mnie- powiedziałam przybierając minę obrażonego dziecka.
-Za chwilę będziemy na miejscu- rzucił i mocniej przycisnął mnie do siebie. Czułam jego mięśnie brzucha pod bokserką.
Skręciliśmy w uliczkę, w której panował spokój. Panował mrok, ale nie tak przerażający. Nie chciałam jednak, by Justin wypuścił mnie ze swoich objęć.
Moje oczy dostrzegły wielki budynek ze świecącymi się, starymi neonami. Nikogo nie było wokoło tylko my i te kino. Głośno zaczerpnęłam powietrza, bo widok był przepiękny. Kino przywodziło na myśl stare budynki we Francji.
-No to jesteśmy- powiedział, gdy stanęliśmy przed wejściem.
-Co to…- nie dokończyłam, bo dobiegł mnie głośne powitanie dobiegające z wnętrza budynku, a po chwili już na zewnątrz. Chyba nie było tak opuszczone.
-Justin! Jesteś! Już się martwiłem, że nie przybędziesz. A to pewnie Victoria?- zapytał głos z oddali.
Mężczyzna wyszedł z cienia i mimowolnie przejechałam po nim wzrokiem. Był wysoki, umięśniony i przystojny jak na swój wiek. Miał około 50 lat, ale nie wyglądał jak typowy mężczyzna w średnim wieku. Nie dostrzegłam oponki na brzuchu, a on sam wyglądał i chyba też się czuł, jakby zaraz miał wystartować w maratonie. Był pełen energii, a ona też udzieliła się mnie.
Mężczyzna podał ku mnie dłoń.
-Sam Tooper, miło mi- powiedział i pocałował mi dłoń.
-Miło mi pana poznać, Panie Tooper- powiedziałam uśmiechając się.
-Och, mów mi Sam- powiedział i cofnął się, uśmiechając się do nas obojga.
-Chodźcie, zaraz się zacznie- powiedział Sam i już go nie było.
Justin złapał mnie za rękę i wkroczyliśmy do środka. Było tak jak się spodziewałam. Wszędzie długie wstęgi w kolorze czerwieni i kamienna posadzka. Miało to jednak swój urok. Od razu przypomniała mi się moja babcia.
-Jak to załatwiłeś?- zapytałam Justina, kiedy prowadził mnie do odpowiedniej sali.
Uśmiechnął się łobuzersko, tak jak lubię najbardziej.
-Mam swoje znajomości- powiedział i otworzył przede mną ogromne drzwi.
Usiedliśmy na samym środku wśród egipskich ciemności. Nie było nikogo oprócz nas. Było wspaniale. Zawsze o tym marzyłam.
-Znasz chyba wszystkich Nowojorczyków- powiedziałam rozsiadając się wygodnie.
-Bez przesady. Każdy ma swoje udziały tu czy tam. Sam to dobry przyjaciel mojej rodziny. To znaczy były dobry przyjaciel- powiedział i odchrząknął.
Nie chciałam być wścibska, więc nie zapytałam dlaczego jest byłym przyjacielem rodziny. Po chwili na ekranie pojawiła się aktorka w futrze i staromodnym kapeluszu na głowie. Paliła fajkę i rozmyślała nad czymś intensywnie. Film był czarno- biały, co mnie zaskoczyło.
Oglądałam w skupieniu przez kilka minut, kiedy Justin pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
-Jak Ci się podoba?- zapytał.
-Masz słabość do lat 50?- zapytałam patrząc na jego przyciemnioną twarz.
-Przeszkadza Ci to? Jeżeli chcesz możemy zrobić coś innego. Po prostu chciałem pokazać Ci cząstkę mnie- powiedział, a w jego oczach dostrzegłam coś na kształt strachu.
-Nie, to wszystko jest wspaniałe.
-Cieszę się, że Ci się podoba.
Film zleciał bardzo szybko, chociaż z jego treści zapamiętałam niewiele. Co rusz łapałam się na tym, że wsłuchuję się w oddech, lub obserwuję kątem oka Justina. On też co jakiś czas szeptał mi do ucha swoje 3 grosze.
Nie chciałam jeszcze wracać do domu, ale jutro niestety czekała mnie szkoła, poza tym nie poinformowałam taty, że wrócę później.
-Odwieziesz mnie?- zapytałam, kiedy wychodziliśmy z kina, wcześniej żegnając się z Samem.
-Już? Dlaczego tak szybko?- zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Szkołą, tata, dom- zaczęłam wyliczać.
-Ach, no tak. Każdy ma swoje obowiązki- powiedział.
Kiedy szliśmy przez mroczną uliczkę, nie bałam się tak bardzo, jak za pierwszym razem. Szczerze mówiąc ledwie zauważyłam, że już jesteśmy pod moim domem, bo w myślach cały czas odtwarzałam sobie naszą randkę.
-No cóż, czas na mnie- powiedziałam patrząc w jego karmelowe oczy.
Justin nie odezwał się, tylko spoglądał co rusz w moje oczy na przemian z ustami.
Po chwili bardzo powoli pochylił się nade mną, starając się mnie nie spłoszyć. Oboje patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i mimo wolnie przesunęłam się bliżej. Kiedy jego wargi zetknęły się z moimi, przymknęłam  powieki. W tym pocałunku nie było brutalności, ani strachu. Było tak, jakby nasze usta idealnie do siebie pasowały. Justin całował mnie tak, jakby bał się mnie uszkodzić, jakbym była czymś szczególnie ważnym i jednocześnie kruchym. Poddawałam się jego dotykowi, wplątując dłonie  jego grzywkę trochę ją przy tym niszcząc.  Nie liczyło się nic więcej, poza nim. Przez kilka błogich minut nie było słychać niczego poza naszymi przyspieszonymi oddechami i szeptem poruszanych się synchronicznie ust. To on zaczął ten pocałunek, więc to on musi go zakończyć.
Niestety Justin wrócił do swojej poprzedniej pozycji patrząc na mnie podejrzliwie, jakby się bał, że ucieknę.
-Przepraszam- powiedział, chociaż nie dopatrzyłam się, że jest mu chociaż minimalnie przykro z powodu naszego pocałunku.
-Nie gniewam się- szepnęłam, jakbym bała się powiedzieć coś na głos.
Justin zachichotał lekko, ale się nie odezwał. Zabrałam swoje rzeczy i patrząc jeszcze na niego rzuciłam coś w stylu pożegnania.
W drodze do domu usta boleśnie mnie piekły. Jakby dawały o sobie znać. Wciąż czułam na nich usta Justina. Czułam jego zapach, czułam oddech. Musiałam teraz wziąć się w garść i skupić na mniej przyjemnych przyziemnych sprawach.
Wzięłam prysznic i zasiadłam do odrabiania lekcji, kiedy poczułam wibracje swojego telefonu. Wyciągnęłam iPhone’a i odczytałam wiadomość.
„Śpij dobrze, Księżniczko. Będę śnił o Tobie”. Moje plany skupienia się nie na Justinie legły w gruzach.



________________________
przepraszam, rozdział miał być w niedzielę, ale... nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
myślę, że rozdział się spodoba.
czytasz+skomentuj.
kocham was <3

3 komentarze:

  1. Boże ten rozdział jest przesłodki <3.Czekałam aż on ją w końcu pocałuje i stało się!Czekam na następny rozdział i zapraszam na swojego bloga ze zwiastunem http://deeplonlygirl.blogspot.com/2014/03/zwiastun_17.html

    OdpowiedzUsuń
  2. omfb nareszcie sie pocalowali <3333333

    OdpowiedzUsuń