piątek, 4 kwietnia 2014

10.

*Justin*
-Jak Ci się układa z Victorią?- zapytała Jennifer siedząc na fotelu w moim pokoju.
Chciałem z nią porozmawiać, bo jest dziewczyną i mi doradzi, nie to co Ryan. Jego teksty w stylu „Jest już Twoja, stary” raczej nie podnoszą mnie na duchu, a na pewno niczego nie doradzają.
-Nie wiem, chyba dobrze. Sama to oceń- powiedziałem odkładając gitarę i drapiąc się po karku.
-No to opowiadaj, jak to rozegrałeś?
-Na początku nawet nie miałem zamiaru akurat wtedy ją o to poprosić, ale gdy zaczęła się rozklejać, że boi się, że będzie przeze mnie płakać, postanowiłem jej pokazać, że tak nie będzie i zaśpiewałem jej moją piosenkę, a później samo jakoś wyszło- powiedziałem wzruszając ramionami.
-No nieźle, Justin. Takiego Cię nie znałam, wow- powiedziała poprawiając flanelową koszulę.
Czasem tak bardzo mnie irytowała, na przykład teraz, ale Jennifer była dla mnie jak siostra. Taka bardziej doświadczona siostra. Dziwne jest to, że taka inteligentna, zabawna dziewczyna jest właśnie z Ryanem. On sam mógłby ubiegać się o tytuł błazna roku, ale nie mnie to oceniać. Skoro się kochają…
-Przestań robić ze mnie mięczaka- powiedziałem z grymasem.
Dziewczyna zachichotała, a kosmyk rudych włosów opadł jej na oczy, ale szybko założyła go za ucho.
-Nie robię z Ciebie mięczaka. Jesteś jak typowy facet. W byciu romantycznym nie ma nic złego, wręcz przeciwnie, Justin. Jestem z Ciebie dumna, stanąłeś na wysokości zadania.
Poczułem się dziwnie. Jakbym uratował świat, a nie uzyskał zgodę Victorii na bycie parą.
-Um, dzięki- powiedziałem mierzwiąc potargane włosy lewą dłonią.
-A czy ona wie czym się zajmujesz?- zapytała niepewnie Jennifer.
-Nie, nie wie. Boję się jej to powiedzieć. Boję się jej reakcji. Poza tym chcę ją chronić przed wszystkim co złe, i chyba powinienem ją chronić też przed tym- powiedziałem.
Czułem się odpowiedzialny za Victorię. Wziąłem sobie za cel chronienie jej. Byłem jak jakiś ochroniarz. Albo nie, jak mogłem być ochroniarzem, skoro ona jest Księżniczką? Ja jestem..Rycerzem? Nie, nie pasuję do tego. Rycerze są dobrzy, a ja taki nie jestem.
-Skoro chcesz ją chronić, powinieneś ją chronić także przed samym sobą, zdajesz sobie z tego sprawę?- zapytała pochylając się do przodu.
-Wiem.
-Najlepiej by było, gdybyś jej o wszystkim powiedział. Związek opiera się na zaufaniu i szczerości, a Ty ją okłamujesz- powiedziała.
Dłonie same zacisnęły mi się w pięści ze złości, chociaż doskonale o tym wszystkim wiedziałem. Byłem kretynem, jeśli myślałem, że wszystko będzie dobrze.
-Powiem jej, że jestem dilerem. Wyobraź sobie jej minę? Co odpowie? Na pewno nie, że wszystko jest w porządku i to niczego nie zmienia, bo zmienia wszystko.
-Więc Twoim zdaniem lepiej jest to przed nią ukrywać? I tak się dowie!- niemalże krzyknęła.
-Tak, wiem- powiedziałem i ukryłem twarz w dłoniach.
Wiedziałem, że to głupie ukrywać tak istotną rzecz przed swoją dziewczyną. Ale co jeśli jej powiem, a ona ucieknie z płaczem? Co zrobię? Pobiegnę za nią? Nie daruję sobie tego. Co miałbym jej powiedzieć? „Cześć, Kochanie, słuchaj, jestem dilerem narkotyków. Ale wszystko jest okej, nie martw się”. Dla mnie to normalne, ale dla niej? Jest taka krucha. Pewnie nawet nie wie o istnieniu takich profesji jak moja.
-Powiedz jej to jak najszybciej- rzekła Jennifer.
-Tak? No to powiedz mi, co mam powiedzieć. Przecież Ty wiesz wszystko najlepiej- powiedziałem zaciskając dłonie w pięści.
Nie wiem dlaczego, ale aż mnie nosiło, żeby coś uderzyć. Nie radziłem sobie z moją bezradnością. W takich właśnie chwilach plułem sobie w brodę, że nie mogę być zwykłym 19latkiem.
-Spokojnie, Justin. Nie musisz się na mnie wyżywać- powiedziała marszcząc czoło i rozsiadając się głębiej na moim fotelu.
-Przepraszam, Jen. Ponosi mnie- burknąłem pod nosem.
Nie byłem przyzwyczajony do mówienia o swoich uczuciach.
-Nie ma sprawy, też byłabym zdenerwowana. No a co do tego, co masz powiedzieć. Może jej to delikatnie przekażesz. Ale delikatnie, nie z prosto z mostu.
-Nigdy- powiedziałem kręcąc głową.
-Lepsze to, niż żeby Cię gdzieś zobaczyła w sytuacji takiej, a nie innej. Dobrze o tym wiesz.
Jezu, jak mnie denerwowało to, że ktoś wie lepiej co mam zrobić. Jak ktoś jest lepszy. Moje męskie ego jest beznadziejne.
-Masz racje. Powiem jej w najbliższym czasie.
-Kochasz ją?- zapytała patrząc mi prosto w oczy, mimo, że dzieliła nas spora odległość.
Aż mnie zamurowało. Nigdy wcześniej nie zadałem sobie takiego pytania. Czy kocham Victorię? Jasne, jest dla mnie ważna, najważniejsza. Nie wiem jak teraz wyglądałby mój plan dnia bez wstawienia tam dwóch prostych słów „moja dziewczyna”.
Jest centrum mojego wszechświata. Wstaje z nadzieją, że ją zobaczę. Czy to już miłość? Sam musiałem sobie na to odpowiedzieć, ale odpowiedź była tak banalnie prosta, że dziwne było, że się nad nią zastanawiałem.
-Kocham ją- wyrzuciłem z siebie.
Dziwnie to usłyszeć z moich ust.
Jennifer uśmiechnęła się szeroko, wstała powoli z fotela i dodała:
-Czyli wszystko będzie okej. Ale nie spieprz tego, Bieber- i wyszła.
Zostałem sam z mega poczuciem winy, że ukrywam mój fach przed Victorią i rozkosznym uczuciem w brzuchu, bo w końcu powiedziałem to na głos. Victorio Anne Collins, kocham Cię.

*Victoria*
-Dlaczego dowiaduję się dopiero teraz?- zapytała Megan piątkowego popołudnia, wchodząc do mojego pokoju.
Leżałam na moim łóżku ze słuchawkami w uszach, kiedy nagle czerwona ze wściekłości wpadła mi do pokoju. Nie wiedziałam co jest grane.
-O co chodzi?- zapytałam marszcząc czoło.
-Nie udawaj. Jesteś z Bieberem. Jak mogłaś mi nie powiedzieć od razu, tylko dowiaduję się trzy dni później i to nawet nie od mojej przyjaciółki- powiedziała przechylając głowę i krzyżując ręce.
Czułam, że przyłapana na gorącym uczynku robię się czerwona jak burak. Ugh, jak ja nienawidzę siebie za zbyt częste rumienienie się.
-Um, Meg, no bo to tak szybko. Poza tym, Ty go nawet nie lubisz. Wiedziałam, że nie będziesz pochwalać mojej decyzji, być może będziesz zła, więc po co miałam Cię informować? Tylko byś się zdenerwowała- powiedziałam kołysząc się na łóżku.
Dziewczyna w końcu zrobiła niepewny krok w moją stronę i usiadła na skraju łóżka.
-Czyli w ogóle nie chciałaś mi powiedzieć?
-Chciałam, oczywiście, że tak. Szukałam odpowiedniej okazji. Jeżeli mnie kochasz, wybaczysz mi- powiedziałam wzruszając ramionami z przepraszającą miną.
Megan położyła się obok mnie, przewracając oczami, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko. Wiedziałam, że nie będzie długo zła. Zaletą mojej przyjaciółki jest to, że ma miękkie serce. Szkoda tylko, że jest uparta jak osioł.
-A tak przy okazji. Dlaczego groziłaś mojemu chłopakowi?- zapytałam uśmiechając się mimowolnie na dźwięk „mój chłopak”.
Brunetka zaśmiała się, aż zatrzęsło się łóżko. Próbowałam zachować powagę, więc przygryzałam tylko wargę.
-Vic, teraz mam na niego mówić „Twój chłopak”? I wcale mu nie groziłam, powiedziałam tylko grzecznie, że ma uważać. Wiesz, że o Ciebie dbam- powiedziała zawijając na palec jeden z brązowych kosmyków włosów. Wyglądała jak rozmarzona postać z filmu młodzieżowego.
-Mów Justin, „Chłopak Victorii”, cokolwiek tylko nie Bieber, błagam. Nienawidzę jak nazywasz go po nazwisku. Liczyłam też, że się zaprzyjaźnicie, ale jak widać, to raczej niemożliwe.
Naprawdę chciałam, żeby wszyscy się dogadywali, bo nie lubiłam  żadnych spięć, ale jak widać, pragnęłam za dużo rzeczy naraz.
-Chyba nie da rady, Vic. A teraz opowiedz mi, jak to się stało!- pisnęła mi do ucha.
Usiadłam po turecku w tak zawrotnym tempie, że musiała minąć chwila, by przestało mi się kręcić w głowie. Odwróciłam się w stronę mojej przyjaciółki i zauważyłam, że ona również przybrała identyczną pozycję.
-Boże, to było takie urocze! Jak zaczęłam mieć wątpliwości, czy mnie skrzywdzi, czy nie, on powiedział, żebym niczego się nie bała i zaśpiewał mi piosenkę!- krzyknęłam.
Megan pisnęła i aż podskoczyła na łóżku z podekscytowania. Przez chwilę piszczałyśmy i śmiałyśmy się z naszych reakcji. Dobrze, że mojego taty nie było w domu, bo od tych pisków dostałby bólu głowy. 
-Serio? Jakie to romantyczne. Zgodziłaś się od razu?- zapytała.
-Nie, trzymałam go chwilę w niepewności, ale serce miałam takie miękkie. Czułam się tak, jakbym zamiast krwi miała miód.
Dziewczyna zaśmiała się z mojego porównania.
-Cieszysz się?- zapytała z uśmiechem.
-I to jak. Megan, pomyśl jak będzie wspaniale. Będziemy razem chodziły na treningi, możemy chodzić na podwójne randki, możemy się wszyscy spotykać. A Ty się nie cieszysz?- zapytałam na powrót kładąc się w poprzek łóżka.
-Cieszę się z Twojego szczęścia, przecież wiesz.
Przez kilka minut leżałyśmy tak swobodnie jak kiedyś. Czułam się jak za starych czasów. Megan myślała o czymś intensywnie wpatrując się w sufit, a ja rozmyślałam  nad tym, ile szczęścia i radości dał mi jeden chłopak. W moich żyłach dalej płynął miód, a w brzuchu tańczyły motyle. Teraz wiedziałam, dlaczego moi przyjaciele się tak do siebie odnosili i nie rozumiem, co mnie wtedy tak  w tym denerwowało. Może chodziło o to, że przecież nigdy wcześniej nie byłam w takim stanie.
-Kochasz go?- zapytała przyjaciółka przerywając moje rozmyślania.
Jakby na jakąś niewidzialną komendę motyle w moim brzuchu zaczęły wirować szybciej, a miód płynął żwawiej.
-Nie wiem- powiedziałam przygryzając dolną wargę.
-Powiedz mi co czujesz- zaproponowała, dalej wpatrując się w sufit.
-Czuję się szczęśliwa. Czuję, że teraz mogłabym przebiec maraton, przepłynąć ocean i zdobyć K2 ot tak sobie, bo mogę wszystko. Codziennie budzę się z uśmiechem, bo świat jest piękny. Motylki towarzyszą mi cały czas, a wszystko wokół jest takie kolorowe- powiedziałam wzdychając.
Nie kłamałam mówiąc to wszystko. To, co kiedyś wydawało mi się beznadziejnie niepotrzebne i szare, teraz jest centrum wszechświata. Mogłabym zatańczyć na środku ulicy, albo iść z billboardem, że jestem szczęśliwa. Niech każdy się dowie.
-Jesteś zakochana- powiedziała brunetka chichocząc.
-To dobrze czy źle?- zapytałam z niepewną miną.
Megan zachichotała i po chwili powiedziała:
-Jasne, że dobrze. W końcu znalazłaś swojego Księcia.
Opadłam na łóżko z dziwnym uczuciem. Jestem niezaprzeczalnie i nieodwołalnie zakochana w Justinie Bieberze. Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie się stało. Nie mogę uwierzyć, że ja, osoba mocno stąpająca po ziemi dała się uwieść jakiemuś amantowi i to z jaką siłą.
Usłyszałam jak z szafki koło łóżka wydobywa się melodia mojego dzwonka w iPhonie. Megan dopadła go jednym susem, kiedy ja podnosiłam się z pozycji leżącej. Wirowała na podłodze dopatrując się, kto dzwoni.
-Justin? Serio? Mogłabyś się postarać bardziej, Vic- powiedziała i odebrała telefon.
Na dźwięk słowa „Justin” zalała mnie przyjemna fala gorąca, która rozprzestrzeniła się po całym ciele, aż do koniuszków palców u stóp.
-Cześć, Justin. Właśnie o Tobie rozmawiałyśmy- powiedziała do telefonu i pokazała mi język, kiedy ja próbowałam odebrać jej telefon.
-Victoria? Nie ma jej, wyszła- powiedziała kręcąc piruety jak baletnica.
-Dawaj mi to!- krzyknęłam i odebrałam jej telefon.
Kiedy przyłożyłam sobie telefon do ucha, usłyszałam dźwięczny śmiech mojego chłopaka.
-Cześć- powiedziałam zdyszana i usiadłam na najdalej oddalonym od Megan kącie w pokoju.
-Cześć. I co? Fajnie się bawisz obgadując mnie?- zapytał.
Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tęskniłam za tym głosem.
-Wcale o Tobie nie rozmawiałyśmy- powiedziałam.
-Ha! Akurat!- krzyknęła Megan z końca pokoju, ale uciszyłam ją ruchem ręki.
Justin zaśmiał się ponownie, a ja nie odezwałam się słowem.
-Mógłbym wpaść, czy jesteś zajęta?- zapytał,  a ja usłyszałam z tonu jego głosu, że przygryza dolną wargę.
-Jasne, że możesz- powiedziałam trochę zbyt szybko, a on ponownie zachichotał, tym razem przez ułamek sekundy- tata jest w pracy, wróci pewnie późno, a Megan się właśnie zbiera do Jasona.
-I tak wiem, że kłamiesz. Będę za 15 minut, Księżniczko- rzucił i się rozłączył.
Wstałam z podłogi trochę za szybko, bo odrobinę zakręciło mi się w głowie.
-Dobrze, dobrze. Już idę- powiedziała przyjaciółka.

Po 15 ekspresowych minutach, w ciągu których przebrałam się w luźną bluzę i szorty, wyszorowałam zęby i uprzątnęłam pokój, zadzwonił dzwonek do drzwi. Justin był już u mnie dwa razy, ale za każdym razem tak samo się denerwowałam.
Otworzyłam, a o framugę opierał się młody bóg z zawadiackim uśmiechem. Miał na sobie czarne spodnie, luźno opuszczone w kroku i szarą koszulkę Chicago Bulls. Włosy miał w seksownym nieładzie, a karmelowe oczy błyszczały.
-Cześć- powiedział i pocałował mnie namiętnie.
W takich właśnie chwilach zapominam o całym świecie.  Obok nas mógłby wybuchnąć pożar, a ja bym go nawet nie zauważyła. Liczył się tylko słodkie smak jego pełnych warg i zapach wody kolońskiej, który tak uwielbiałam.
-Uwielbiam Cię witać- powiedziałam i wpuściłam go do mieszkania.
-A ja uwielbiam do Ciebie wracać- rzekł.
Przeszliśmy do mojego pokoju trzymając się za ręce. Droga trwała pół minuty, ale tak bardzo brakowało mi dotyku jego skóry, że musiałam.
Kiedy weszliśmy do środka, Justin rozsiadł się wygodnie na moim łóżku, a ja obok niego.
-Mówiłem Ci już, że Twój pokój wygląda jak miniaturowy zamek Księżniczki?
-To dlatego mnie tak nazywasz?
Justin przejechał lewą dłonią po swoich włosach i powiedział:
-Nie, po prostu jesteś moją Księżniczką. To proste- rzucił i puścił do mnie perskie oko, a na moją twarz wstąpił rumieniec.
-Jejku, dzięki. Zawsze wiedziałam, że powinnam grać w disnejowskim filmie.
Justin zaśmiał się cicho, ale nic nie powiedział.
-Zrobić Ci coś do picia?- zapytałam próbując naśladować dobrą gospodynię.
-Nie, dzięki. Nic nie chcę- powiedział przygryzając wargę.

Czas mijał i kiedy byłam zmęczona opowiadaniem mu wszystkiego co popadnie, leżeliśmy na łóżku w ciszy przerywanej naszymi oddechami. Nie przeszkadzało mi to, nie panowała między nami jedna z tych niezręcznych ciszy, kiedy to szukasz w głowie byle jakiego tematu do podtrzymania rozmowy. Napawaliśmy się naszą obecnością.
-Victoria?- usłyszałam szept tuż nad moim prawym uchem.
-Hm?- mruknęłam cicho.
-Czy Ty mnie kochasz?- zapytał Justin nie podnosząc głowy.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Gdybym powiedziała, że tak, zachowałabym się zbyt pochopnie. Gdybym natomiast odpowiedziała, że nie, okłamałabym go. Postanowiłam, że użyję sprytnego, wymijającego pytania.
-A czy Ty mnie kochasz?- zapytałam skupiona na tym, żeby mój szept nie zadrżał.
Justin milczał przez chwilę, skupiony zapewne na tym, jak mnie nie urazić, kiedy podniósł się i posadził mnie na swoich kolanach. Byłam tak blisko jego ust, że gdybym tylko pochyliła się odrobinę do przodu, nasze usta by się złączyły.
-Kocham Cię- szepnął, aż przeszedł mnie dreszcz.
Justin pochylał się, by oddać na moich ustach pocałunek, ale odepchnęłam go. Chyba źle to zrozumiał, bo patrzył na mnie ze zdziwioną miną.
-Dlaczego mnie kochasz?- zapytałam.
-Serio się pytasz? Spójrz na siebie. Jak można Cię nie kochać. Jesteś urocza i słodka, zadziorna i z charakterem. Rozśmieszasz mnie zawsze. Żyję tylko dla Ciebie. Gdyby cały świat zniknął, ale byłabyś Ty, żyłbym dalej w szczęściu, ale gdyby cały świat został, a Ciebie by zabrakło, moje życie nie miałoby najmniejszego sensu. Jesteś jak promyk światła w pochmurny dzień. Jesteś dla mnie wszystkim, Victoria- powiedział.___
Poczułam się tak, jak tylko może się czuć najszczęśliwsza osoba pod słońcem. Jakbym dostała największy prezent od Boga, na który nie zasługiwałam.
Nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej, więc powiedziałam tylko:
-Ja Ciebie też kocham. Wybacz, ale nie jestem przyzwyczajona, do mówienia o swoich uczuciach wprost. Mam nadzieję, że zrozumiesz- powiedziałam przyglądając się moim paznokciom w kolorze mięty.
-Uwierz mi, ja też nie jestem dobry w te klocki- powiedział.
Pocałował mnie szybko, ale bardzo,  bardzo słodko.
-Wiesz, jaki jesteś ważny?- zapytałam cicho.
-Wiem o tym- powiedział uśmiechając się łobuzersko.
-Jak to?- zapytałam zbita z pantałyku.
-Kiedy zasnęłaś u mnie wczoraj, mówiłaś przez sen, że mnie kochasz. Ale zataiłem to, bo chciałem powiedzieć to pierwszy.
Rzuciłam się na niego przygniatając go całym swoim ciałem. Nie mogłam uwierzyć, że miałam takie szczęście.


 ________
nowy rozdział takie słodki.
mam nadzieję, że się spodoba.
nowy rozdział w środę.  jak coś to ścigajcie mnie o te rozdzaiły.
kc was mocno

6 komentarzy:

  1. boze kocham ten rozdział!
    jest taki słodki! i wkońcu powiedzieli, że isę kochaja <3333
    ale Megan mnie denerwuje i niech Justin znajdzie sobie inna prace plz

    OdpowiedzUsuń
  2. boze kocham ten rozdział!
    jest taki słodki! i wkońcu powiedzieli, że isę kochaja <3333
    ale Megan mnie denerwuje i niech Justin znajdzie sobie inna prace plz

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu ten rozdział jest taki słodki!!!! Mnie też trochę Megan denerwuje...i na serio niech Justin jej to powie i żeby znalazł sobie inną prace...

    OdpowiedzUsuń
  4. O moj Bieber oni sa tak totalnie slodcy ! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Twoje ff
    Jest takie realistyczne <333
    tylko Megan mnie wkurwia bo sie wtraca
    czekam na nastepny <3333

    OdpowiedzUsuń