środa, 1 stycznia 2014

2.

-Hej, Victoria-powiedział Jason wsiadając do mojego samochodu w poniedziałkowy ranek.
Jego samochód się popsuł, więc w drodze do szkoły to ja byłam jego szoferem, a do domu Megan. Nie robiło mi to żadnej różnicy, bo mieszkał w sąsiednim bloku.
-Co tam?- zapytała odpalając papierosa.
Wiem, że papieros źle wygląda w dłoni dziewczyny, ale z nałogiem nie wygram.
-Spoko, dlaczego wczoraj nie pojawiłaś się na meczu? Megan na Ciebie czekała.
-Wiem, ale dzisiaj mam mega ważny sprawdzian z francuskiego. Wybaczcie- powiedziałąm ze skruchą.
Naprawdę chciałam przyjść, ale całą sobotę odsypiałam po imprezie, więc wczorajszy dzień musiałam poświęcić na naukę.
-Okej, odbijemy to następnym razem.
-Jason, mam do Ciebie pytanie- powiedziałam niepewnie, bębniąc palcami w kierownicę.
-No co jest, Vic?- zapytał przeglądając płyty z piosenkami Katy Perry i Chrisa Browna.
-Skąd znasz Justina?
Wczoraj prawie w ogóle nie mogłam się skupić na francuskim, bo przed oczami cały czas miałam jego karmelowe spojrzenie. Wiem, że w piątek prawie umarłam ze strachu, ale po przespanej nocy stwierdziłam, że słodko przedstawił się jako niegrzeczny, zły i zepsuty chłopiec. No co? Każda ma do takich słabość.
-Gram z nim czasem w kosza, ale, że Ty zawsze się czymś wykręcałaś, to nigdy go nie poznałaś. Aż do imprezy. Tylko Victoria, nie rób sobie nadziei. On jest skomplikowany- powiedział nadal nie odrywając wzroku od mojej kolekcji CD.
-Co?- zapytałam piskliwym głosem czerwieniąc się po same uszy- Nie robię sobie żadnych nadziei. Po prostu zdziwiło mnie, że go znacie,  a ja go nigdy na oczy nie widziałam.
-Skoro tak mówisz- powiedział Jason wzruszając ramionami.
-Za 2 tygodnie robię imprezę, rozumiem, że będziesz. Z prezentem, oczywiście- powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Mnie miałoby zabraknąć? A o prezent się nie martw. Moja mała Victoria kończy już 17 lat, nie mogę w to uwierzyć- powiedział udając mojego tatę.
Roześmiałam zagłuszając muzykę w tle.
Zaparkowaliśmy obok czekającej na nas Megan. Stała opierając się o swojego chevroleta i uśmiechała się na nasz widok.
-Nie było Cię- powiedziała do mnie oskarżycielsko, kiedy wysiedliśmy z samochodu.
Zabrałam torbę z tylnego siedzenia i ruszyłam się z nią przywitać.
-Zakuwała do francuza- wytłumaczył mnie przyjaciel.
Megan posłała mi spojrzenie w stylu jasne, ale nic nie powiedziała, tylko przytuliła mnie, a Jasona czule pocałowała jak zawsze. Kroczyliśmy do szkoły, ja trochę z przodu,  a oni za mną trzymając się za ręce.

-Słyszałam, że Blend się na Ciebie rzucał- powiedziała Laura na lekcji biologii.
Chwilę zajęło mi zestawienie, że to ten nachalny brunet z imprezy. O fu, chciałabym wyrzucić ten incydent z pamięci.
-Trochę się czepiał- powiedziałam krótko.
-Kto Cię uratował z jego   macek? Podobno jakieś mega ciacho.
-Kto ciągle gada na ten temat?- zapytałam rozdrażniona, że muszę sobie o tym przypominać.
-Wiesz, że Mia nie przepuściłaby żadnej szansy dla świeżych plotek.
-Boże, Laura, nie słuchaj jej. Po prostu jakiś koleś go przepędził. Nawet go nie znam. Rozmawiałam z nim chwilę, to wszystko.
Wiem, że Laura tak samo jak Mia kocha plotki i nie odpuściłaby mi, gdybym jej nie powiedziała. Nowy Jork to miasto pełne plotkarzy, serio. Tutaj, a przynajmniej w tym liceum, nie można być anonimowym i nieobgadanym przez chmarę ciekawskich osób. Laura też do nich należała, ale nie winię jej za to. Taka już jest.
-Wymieniliście się numerami?- zapytała dalej drążąc temat.
-Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i upada Ci torebka. Jakiś chłopak Ci ją podaje, dziękujesz mu, chwilę rozmawiacie i każdy idzie w swoją stronę. Pobiegłabyś za nim i spytała o numer telefonu?- zapytałam poirytowana.
-Jakby był w moim typie, to dlaczego nie?
-No i właśnie w tym się różnimy.
-Pewnie ma dziewczynę…
-Kurwa, daj już spokój. Ja o tym tak nie rozmyślam jak Ty. Było, minęło. Sprawa zamknięta.
-Dobra, już nic nie mówię- powiedziała szeptem, bo Pan Jones rozpoczął lekcję.
Omawialiśmy właśnie genetykę, ale to jest co roku, więc przestałam słuchać i obserwowałam resztę klasy. Właściwie nikt nie skupiał się na wykładzie nauczyciela. Pisano smsy, albo rozmawiano szeptem. Chciałabym zaszyć się w domu, zamiast siedzieć na tych bezsensownych i nikomu niepotrzebnych lekcjach.
Nagle poczułam wibracje w kieszeni moich jeansów.
Mam sprawę od Megan.
No?
Ty, ja, zakupy dzisiaj po lekcjach.

Nie ma nic gorszego niż zakupy w poniedziałek. Musze przestawić się z weekendu na poniedziałek, a zakupy są takie męczące.
Nienawidzę Cię, odpisałam i schowałam telefon do torby.

Lekcje ciągnęły się w nieskończoność, ale w końcu dotrwałam do 14. Kiedy szłam w stronę swojego samochodu podbiegła do mnie Megan zdyszana, w potarganych włosach i pomiętej koszulce. Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Seks w szkole?- zapytałam zakładając kurtkę, bo był dość chłodny kwietniowy dzień.
Meg przewróciła oczami i wsiadła do mojego volvo.
-Miałam wf i się spieszyłam, bo bałam się, że mi odjedziesz.
-Nie masz swojego samochodu? Rano jeszcze go widziałam- rzuciłam patrząc na nią wyczekująco.
-Jason pojechał nim do domu.
-Jesteście stuknięci- dodałam przekręcając kluczyk i wyjeżdżając ze szkolnego parkingu, żeby móc swobodnie odpalić papierosa. Megan puściła w odtwarzaczu płytę Chrisa Browna i poprawiała fryzurę, co było trudne, bo kiwała głową do rytmu piosenki.
-Po co jedziemy?- zapytałam kierując się do centrum handlowego.
-Moja kuzynka ma niedługo urodziny, a jest bardzo podobna do Ciebie, więc liczę na to, że pomożesz mi w wybraniu prezentu dla niej.

Po godzinnych poszukiwaniach, w końcu wybrałyśmy idealny prezent. Teraz siedziałyśmy w kawiarni popijając kawę.
-Jak Ci poszedł sprawdzian z francuskiego?- zapytała przyjaciółka znad filiżanki.
-Całkiem dobrze. Żałuję, że musiałam do niego zakuwać, zamiast oglądać mecz Jason- powiedziałam ze skruchą.
-Victoria, nie kłam. Nawet, gdybyś nie miała niczego do nauki, to i tak coś byś wymyśliła, byle tylko nie przyjść. Przestań to rozpamiętywać i żyj- naskoczyła na mnie.
Wiele osób powtarzało mi, żebym przestała zachowywać się tak, jakby to stało się wczoraj. Wiem, minął już rok, ale ja dalej nie mogę pogodzić się ze śmiercią mamy. Sądziłam jednak, że Megan mnie zrozumie. Niestety, myliłam się.
-Tobie nie umarła mama- powiedziałam ostrym tonem, bo nie miała pojęcia jak to jest.
-To prawda, ale czuję się tak, jakby powoli umierała mi przyjaciółka. Siedzisz tylko w domu i izolujesz się od reszty świata. Przestań, bo sama siebie wpędzasz w jeszcze większy dół- powiedziała patrząc na mnie swoimi wielkimi oczami w kolorze czekolady.
-Meg, błagam Cię. Staram się jak mogę, wrócić do normalnego życia, ale mam była dla mnie najważniejsza- powiedziałam łamiącym się głosem, ale powstrzymałam szloch. Gdybym rozpłakała się w kawiarni, toby było największe upokorzenie.
-Przyjdź w środę po szkole na mecz- rzekła stanowczo, jakby to był rozkaz.
Skoro tak jej na tym zależy, to przyjdę. Jakoś nie kręci mnie widok bandy spoconych kolesi odbijających piłkę bez celu. Jednak uśmiechnęłam się, pomimo stojących w moich oczach łez.

-Tato, jestem w domu!- krzyknęłam, kiedy odwiozłam Megan do Jasona. Czyli blok dalej. Weszłam do mieszkania ściągając buty i kurtkę, a torbę przewiesiłam sobie przez ramię.
-Jesteś głodna?- zapytał oglądając mecz NBA.
-Nie, byłam z Megan na mieście. A Ty nie idziesz do straży?
Mój tata od 20 lat był strażakiem i sprawiało mu to naprawdę wielką frajdę, dlatego zdziwiłam się, że siedzi sobie spokojnie w kapciach, na kanapie zamiast w mundurze pospiesznie jeść obiad, tak jak zwykle. Po śmierci mojej mamy jeszcze bardziej był pochłonięty pracą. Jestem już dużą dziewczynką, dam radę powtarzałam sobie, kiedy wracałam do pustego domu pełnego wspomnień i bolesnej pustki.
-Wziąłem sobie kilka dni wolnego. Chyba nie przeszkadza Ci to, że w końcu będę w domu?- zapytał ze śmiechem, mierzwiąc dłonią swoją bujną czarną czuprynę.
-Nie, nareszcie to nie ja będę musiała zmywać.
-Teraz to ja będę za to odpowiedzialny?- zapytał marszcząc czoło pokryte kilkoma małymi zmarszczkami.
-Niestety- powiedziałam z uśmiechem i weszłam do mojego pokoju.
Mieszkaliśmy na piątym piętrze, naprzeciwko parku, więc kiedy mi się nudziło obserwowałam bawiące się dzieci, albo spacerujących dorosłych. Z takiej wysokości wydawało mi się, że to bezproblemowe mrówki, ale to tylko złudzenie.
Opadłam swobodnie na łóżko, ale po chwili z niego wstałam, żeby uprzątnąć pokój. Wszędzie walały się koszulki, zeszyty i kosmetyki. Tak to jest, jak w poniedziałek rano wstaje się najpóźniej jak się da.
Po kilkunastu minutach pokój był już czysty, a ja mogłam swobodnie odpoczywać. Położyłam się na łóżku i włączyłam jakąś komedie, gdy mój iPhone uporczywie wibrował na szafce nocnej. Podniosłam go i zauważyłam, że dzwoni Jason.
-Jeżeli skończyły wam się gumki, to żadnych nie mam- powiedziałam znudzonym głosem, obserwując to, co dzieje się na ekranie, ale szczerze mówiąc nic się nie działo.
-Victoria, za kogo Ty mnie masz? Przecież nie dzwoniłbym do Ciebie w takiej sprawie- powiedział najbardziej poważnym głosem, na jaki pozwalał mu śmiech.
-Jasne- powiedziałam.
-Chciałem Cię przeprosić za Meg.
Słyszałam w tle, jak Megan mówi mu, jak bardzo jest beznadziejny.
-No?- zachęciłam. Chciałam to usłyszeć.
-Wiem, że nie miała prawa Cię pouczać i dyktować, jak żyć. Jeżeli nie chcesz, nie musisz przychodzić w środę.
-Jason, ona ma rację. Mecz, a raczej jego oglądanie, dobrze mi zrobi- powiedziałam wyłączając telewizor.
-Więc przyjedziesz?- zapytał z nadzieją w głosie.
-Tak, będę. Masz zdobyć mnóstwo punktów- powiedziałam uśmiechając się do telefonu.
-Dam radę. Dzięki Vic, do jutra- powiedział.
-Do jutra.
Rozłączyłam się i wyszłam na balkon, żeby zapalić papier

4 komentarze:

  1. Zajebisty ! <3 czekam na nowy rozdział !

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę nudny ale i tak fajny czekam na nn <3.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja pierdole, na nic lepszego Cię nie stać?

    OdpowiedzUsuń