wtorek, 28 stycznia 2014

3.

-Po co jedziemy wszyscy razem? Teraz!?- zapytałam siedząc rozdrażniona na tylnym siedzeniu chevroleta Megan.
-A dlaczego nie? Zaoszczędzisz na paliwie- odpowiedziała mi, kiedy Jason wyjeżdżał zza naszej ulicy.
-Bo oni będą się rozgrzewać? A my jak głupie będziemy tam siedziały.
-Ja będę miała na co popatrzeć- powiedziała patrząc na mojego przyjaciela, a on obdarzył ją pocałunkiem.
Postanowiłam się nie kłócić, bo z Megan i tak nie wygram. Siedziałam tam z obrażona miną i pisałam smsa do Laury, żeby przyjechała, kiedy stanęliśmy na czerwonym świetle i usłyszałam jakieś dziwne dźwięki. To moi przyjaciele całowali się tak, jakby od wieków się nie widzieli. Ohyda.
-Nigdy więcej z wami nie jadę. Może wolicie przesiąść się na tył, a ja poprowadzę? Bo jak Jason uderzy w drzewo, bo zapatrzyliście się sobie w oczy, to nie będzie moja wina.
-Co taka nerwowa jesteś, Victoria?- zapytał przyjaciel sprawnie wymijając samochody jeden za drugim.
-Nie wyspałam się, mam jutro sprawdzian, a muszę siedzieć na tych zimnych ławkach, oglądając kilkunastu spoconych matołów, oprócz Ciebie, Jason- wytłumaczyłam mu.
Naprawdę nie miałam ochoty tam jechać, ale Megan nie dałaby mi żyć i znowu wygłosiłaby swoją przemowę, żeby czerpała z życia jak najwięcej. Wolałam oszczędzić sobie tortur w tej postaci.
-Okres- powiedziała do swojego chłopaka.
-Mhm, rozumiem. Może sobie zapalisz?- zaproponował patrząc na mnie przez tylne lusterko.
-O nie, nie w moim samochodzie- zaprotestowała Megan kręcąc głową.
-A więc wy możecie pluć śliną na tapicerkę w czasie jazdy, a ja nie mogę zapalić papierosa? Mam to gdzieś- powiedziałam wyciągając z torebki papierosa i zapalniczkę.
Już nikt nie odważył się odezwać  w czasie jazdy przez moje zdenerwowanie, więc na boisko dotarliśmy w ciszy. Kiedy wyszliśmy z samochodu, Jason podbiegł do reszty chłopaków i rozpoczęli rozgrzewkę, a ja i Megan usiadłyśmy na ławce, obserwując ich.
-Zamierzasz się do mnie odezwać?- zagadnęłam do niej.
-Nie wiem, czy kiedy się odezwę, nie nawrzeszczysz na mnie.
-Przepraszam, Meg- powiedziałam ze skruchą i ją przytuliłam, a ona odwzajemniła uścisk.
Kiedy tak siedziałyśmy plotkując, usłyszałam głośny ryk samochodu i jakiś chłopak zdecydowanym krokiem wszedł na boisko. Szedł odwrócony do nas tyłem, ale coś mi mówiło, że znam tego gościa. Ściągnął czarnego snapa i bluzę, a ja dostrzegłam tatuaże na jego lewej ręce i byłam niemal pewna, że to mój wybawca z imprezy się pojawił.
Kiedy odwrócił się w naszą stronę i mnie dostrzegł, posłał mi najbardziej tajemnicze spojrzenie na świecie. Nie wiedziałam czy powinnam mu kibicować, czy uciec z okrzykiem przerażenia. Spuściłam wzrok i patrzyłam się na moje czarne vansy, dopóki nie usłyszałam, że rozpoczęli grę.
-Co Ty mu zrobiłaś? Gapił się, jakby miał ochotę Cię porwać- powiedziała do mnie Megan.
-Nic! Już na imprezie prawie umarłam ze strachu, kiedy z nim rozmawiałam. On jest dziwny.
-Bieber to trudny gość. Jak podeszłam kiedyś do niego i Jasona wydobywał z siebie tylko jakieś pomruki. Ale warunki ma niezłe- stwierdziła przyjaciółka.
Już myślałam, że tylko wobec mnie jest taki oschły. A może moja rodzina była wplątana w jakąś mafię i mój pradziadek zabił jego pradziadka? Oglądam za dużo „Rodziny Soprano”.
-Masz rację. Całkiem przystojny jest- przyznałam niepewnie w obawie, że nas usłyszy, a wtedy na pewno mnie porwie i zabije.
-Pewnie jest ukrytym gejem. Zawsze jak chłopak jest jakiś dziwny w stosunku do dziewczyn, to jest gejem
-Przestań! Przez Ciebie będę tak o nim myśleć! Ugh, jesteś beznadziejna.
-No co? Może tak być! Tylko Cię ostrzegam, bo jak zakochasz się w geju, to już po Tobie. Pamiętasz tego aktora ze „Skazany na śmierć”? Tak go uwielbiałam! A kiedy wydało się, że woli mężczyzn, mój świat legł w gruzach.

–Tak, pamiętam jak przeżywałaś to przez miesiąc.
-Bo to tragedia! Nie życzę Ci takiego losu. Możemy się modlić o to, żeby Bieber był hetero- powiedziała łapiąc mnie za rękę.
-Przecież nie wierzę w Boga- powiedziałam unosząc brwi do góry.
-O to też będziemy się modlić. Brawo, Kochanie!- krzyknęła Meg, bo Jason trafił właśnie za 3 punkty. Czy jakoś tak. Nie znam się na sporcie.
Minęła godzina, a Jason na zmianę z Justinem zdobywali punkty jeden za drugim.. Byli naprawdę dobrzy. Megan co chwilę popychała mnie łokciem pokazując na grającego Biebera. Ja traktowałam go jak znajomego, nic więcej, ale moja przyjaciółka myślała inaczej.
-To przeznaczenie.
-Sama jesteś przeznaczenie. Przestań gadać, błagam.
-Już jestem cicho- powiedziała, kiedy zakończył się mecz.
Podbiegła do spoconego Jasona starając się jak tylko mogła, by go nie dotykać. On miał to gdzieś i mocno ją przytulił, mimowolnie wycierając się o nią. Usłyszałam jej piski i śmiech Jasona. Zazdrościłam im, ale nigdy się do tego nie przyznam.
Kiedy tak czekałam na moich przyjaciół, niespodziewanie podszedł do mnie Justin. Speszona przyglądałam się swoim butom, dopóki się nie odezwał.
-Co tutaj robisz?- zapytał oskarżycielskim tonem, jakbym go śledziła. Bez przesady.
-Przyjechałam pokibicować Jasonowi. Jakiś problem?- zapytałam przybierając taki sam ton jak on. Chyba się nie zaprzyjaźnimy, jeśli będziemy się tak do siebie odzywać.
-Żaden. Myślałem, że uciekniesz z płaczem jak mnie zobaczyłaś- powiedział z małym uśmieszkiem zakładając okulary przeciwsłoneczne i czapkę, przedtem mierzwiąc włosy lewą dłonią.
Spłonęłam rumieńcem i nic nie odpowiedziałam. Spojrzałam w stronę Megan i zauważyłam, że bacznie mnie obserwuje. To niczemu nie pomagało.
-Posłuchaj, to nie jest tak, że Cię śledzę i obserwuję na każdym kroku.
Bieber zaśmiał się głośno, a ja spojrzałam na niego nienawistnym wzrokiem.
-Shawty, ja o nic takiego Cię nie oskarżam. Chyba sobie coś wmawiasz, ale skoro tak głupio się tłumaczysz, to coś jest na rzeczy, racja?
-Nie będę słuchać tych bredni- powiedziałam wstając z ławki.
-Poczekaj!- krzyknął za mną, gdy szłam do Jasona i Megan.
Kiedy nie zareagowałam, on zaśmiał się tak, jakby wygrał. Podeszłam do nich zdenerwowana, a przyjaciółka usiadła ze mną na innej ławce, żebym mogła spokojnie odpalić papierosa.
-Pojeb- zdążyłam powiedzieć do siebie, zanim wyciągnęłam paczkę z torebki.
-Stary, co Ty robisz!?- krzyknął Jason do Biebera, rozkładając ręce.
-Ja!? Nic. To ona jest jakaś wybuchowa!- odkrzyknął z drugiego końca boiska.
Bieber szedł w naszym kierunku leniwym krokiem, uśmiechając się pod nosem.
-Meg, jeźdźcie już. Pogadam z nim i wezmę taksówkę- powiedziałam.
-Na pewno?- zapytała z troską w głosie.
Kiwnęłam głową, a ona wzięła Jasona pod rękę i wsiedli do samochodu, zanim Justin zdążył do mnie podejść. Byłam tak zdenerwowana, że gdyby teraz naprawdę mnie zdenerwował zgasiłabym  papierosa na jego czole.
-Czego chcesz?- warknęłam na niego.
-Posłuchaj, nie będę Cię przepraszał, bo nie mam za co. Jeżeli nie pasuje Ci to, jaki jestem, trudno, i tak się nie zmienię. Robię to tylko ze względu na to, że Jason nie da mi żyć, gdybym z Tobą nie porozmawiał- powiedział wzruszając ramionami.
-Nie musisz się zmieniać, bo nie jesteś dla mnie nikim wyjątkowym. Nawet nie wiem dlaczego JA z Tobą rozmawiam.
-O nie, odtrącasz mnie?- zapytał łapiąc się za serce i udając, że go to ruszyło.
-Jesteś stuknięty.
Rzuciłam niedopałka na ziemię i przydeptałam go butem. Szkoda, że nie zgasiłam go na tej jego idealnej twarzy.
-Jakiś problem?- zapytał znowu śmiertelnie poważny. Miał wahania nastroju jak kobieta w ciąży.
-A jak tak, to co? To jest Twój sposób na podryw? Wzbudzanie w dziewczynie strachu?
-To nie jest żaden sposób na podryw. Mógłbym mieć masę dziewczyn na zawołanie.
-I co jeszcze?- zapytałam poirytowana.
-Nie igraj ze mną. Jestem bardziej niebezpieczny niż możesz to sobie wyobrazić. Mógłbym teraz wyciągnąć spluwę i siłą zmusić Cię do tego, żebyś nie grała przede mną takiej pewnej siebie, bo w piątek wcale taka nie byłaś.
Kurwa, jak on mnie denerwuje. Nie wiem co chce osiągnąć takimi gadkami, ale nie działa. Mam ochotę strzelić mu w twarz i odejść, bo jest jakimś zarozumiałym dupkiem. Justin Bieber- niebezpieczny chłopiec. I co? Mam sobie zrobić jego ołtarzyk w pokoju, albo maślane oczy na jego widok? Prędzej zostanę masochistką niż on zrobi na mnie jakieś wrażenie, bo on z każdą kolejną minutą coraz bardziej mnie drażni.
-Mam się bać? Ups, ten Twój zły świat nie robi na mnie wrażenia.
-Wiesz co shawty? Czuję, że się zakumulujemy.
Teraz doznałam szoku. Niby skąd ten pomysł? Oboje jesteśmy wobec siebie chamscy, sarkastyczni, a on mi tu z przyjaźnią wyskakuje?
-Wiesz co, Justin? Jakoś nie wydaje mi się. Zwykle nie przyjaźnie się z ludźmi, którzy grożą mi spluwą-  powiedziałam gapiąc się na niego jak na idiotę.
-Ja nie gadałbym z Tobą dłużej niż pół minuty gdybym nie wierzył w moc naszej przyjaźni.
-Ha ha, bardzo śmieszne. Dzwonię po taksówkę- powiedziałam wyciągając iPhone’a z torebki. 
Bieber powstrzymał mnie dłońmi. Spojrzałam na niego mocno zdziwiona,  a on wstał zakładając bluzę.
-Odwiozę Cię- zaproponował.
-Nie, dzięki. Poradzę sobie bez Twojej podwózki.
-Taksówkarze są niebezpieczni- powiedział poważnym tonem.
-Przestań powtarzać co jest bezpieczne, a co nie, ok.? Nie mam 10 lat, a poza tym sam o sobie mówiłeś, że jesteś bardziej niebezpieczny, niż mogę to sobie wyobrazić. Zaryzykuję i wezmę taksówkę.
-Skoro tak chcesz. Do zobaczenia- rzucił odchodząc.
-Chyba w piekle- powiedziałam, a on zaśmiał się głośno.
Ten koleś jest mocno  stuknięty. Może i jest przystojny, ale jego charakterek jest nie do zniesienia. Nie zamierzałam tracić na niego więcej czasu.
Kiedy wybierałam numer po taksówkę, zadzwonił do mnie Jason.
-Halo?
-Victoria? Wezmę auto od mamy. Poczekaj, za 10 minut będę.
Za obiecane 10 minut był pod boiskiem. Wsiadłam do samochodu, a Jason wyglądał tak, jakby zaraz miał dostać zawału.
-Spokojnie, Jason- powiedziałam.
- Nic Ci nie jest?- zapytał z troską w głosie.
-Nie, nic. Ale nie licz na to, że jeszcze przyjdę na trening, albo mecz. Nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz