-Meg,
wyglądam jak Księżniczka. Dziękuje Ci- powiedziałam przytulając mocno
przyjaciółkę.
Nie mogłam uwierzyć, że odbicie w lustrze jest naprawdę moje. Długie blond włosy teraz wiły się na moich plecach poskręcane w zgrabne loki. Na głowie miałam koronę. Tak, koronę. Malinowa, rozkloszowana sukienka do kolan, z każdym moim ruchem kręciła się jak baletnica. Nawet wysokie na 17cm szpilki mi nie przeszkadzały. Wszystko było idealne. Oczy błyszczały mi z podekscytowania i uśmiechałam się szeroko do nowej, uroczej wersji mnie.
-Nie ma za co. Dzisiaj Twoje święto, musisz wyglądać najlepiej- powiedziała Megan zza moich pleców.
Odwróciłam się i zlustrowałam ją wzrokiem od stóp do głów. Czarna sukienka przylegała do jej szczupłego ciała. Brązowe włosy zgrabnie spięła w luźny aczkolwiek elegancki kok, a na nogach miała podobne do moich, czarne szpilki. Bez względu na to, jak bardzo bym się starała, ona i tak biła mnie na głowę. Ale nie zamierzałam się tym teraz przejmować.
-Chodź już. Jason czeka na dole. Chyba nie chcesz się spóźnić na własne przyjęcie- powiedziała zabierając z mojego łóżka płaszcz i kopertówkę.
Nic nie odpowiedziałam, tylko zabierając swoje rzeczy ruszyłam jej śladem. „Własne przyjęcie”- te słowa jak echo dudniły w mojej głowie. Im bliżej było do imprezy tym bardziej się stresowałam. A co będzie jeżeli wpadnę głową w tort, albo wywrócę się na parkiecie? Jestem okropną niezdarą, więc to jest jak najbardziej prawdopodobne.
Tato już wcześniej życzył mi udanej imprezy, bo musiał jechać do straży. Okropnie jest balować ze świadomością, że tata ciężko pracuje, ale nic nie mogłam na to poradzić.
Zjechałyśmy na dół windą czując na sobie ciekawskie spojrzenia podstarzałych sąsiadek. Czułam się bardzo skrępowana. Kiedy podeszłyśmy do samochodu Megan, bo Jason swój popsuł, przyjaciel zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku, tak, jakbyśmy nie widzieli się od wieków. Odwzajemniłam uścisk czując woń perfum.
-Zostaw ją! Wiesz ile pracowałam nad TYM?- zapytała oburzona przyjaciółka wymachując rękoma jak histeryczka.
Jason zaśmiał się nic sobie nie robiąc z uwag dziewczyny.
-Wyglądasz ślicznie- szepnął mi do ucha.
Poczułam się… dziwnie. Megan i Jason nie rozmawiają ze sobą od kilku dni. Nawet nie wiem dlaczego. Za każdym razem, gdy próbowałam poruszyć ten temat rozmawiając z przyjaciółką, ona tylko prychała sfrustrowana. Wyczułam, że to drażliwy temat, więc postanowiłam się w to nie mieszać. Niby rozmawiają ze sobą tak jak zawsze, ale zamiast powiedzieć swojej dziewczynie, że wygląda świetnie (bo tak jest), mówi to mi. Poczułam się tak, jakbym kopnęła Megan w brzuch. Odsunęłam się od niego szybko, uśmiechając się nerwowo.
-Jedziemy?- zapytałam, pragnąc jak najszybciej dotrzeć do klubu i nie stresować się tak bardzo. Bo przecież nie ma czym, prawda?
Około 20 minut później parkowaliśmy pod klubem. Byłam za to bardzo wdzięczna mojemu tacie, bo to on wszystko załatwiał.
Wysiadłam szybko, czując jak chłodne październikowe powietrze bawi się moimi włosami. Ludzie już zbierali się w środku i słychać było głośną muzykę. Wciągnęłam powietrze nosem i mocno wypuściłam ustami, próbując się trochę uspokoić.
-No to wchodzimy- powiedziała Megan, ściskając mnie za ramiona.
Weszłam i od razu dyskotekowy reflektor poraził mnie w oczy. Słyszałam, że wraz z moim nadejściem muzyka ucichła i DJ ogłosił moje przybycie. Później wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam, kiedy siedziałam wygodnie na czerwonej kanapie wraz z Laurą popijając szampana. Ludzie składali mi życzenia, śpiewali „sto lat” i zdmuchnęłam świeczki życząc sobie, żebym nie narobiła sobie wstydu przed tyloma znajomymi.
Szampan mnie rozluźnił i już zupełnie nie czułam się zestresowana.
-Świetna ta korona. Wyglądasz jak Księżniczka- oznajmiła mi Laura.
-Wiesz, że jakąś godzinę temu powiedziałam to samo?
Laura zachichotała znad napoju z bąbelkami. Z dużym kieliszkiem w ręku i w swoim stroju wyglądała jak arystokratka. Czerwona sukienka podobnie jak u Megan opinała jej ciało, a czarne i proste jak struny włosy opadały swobodnie na ramiona. Do tego czerwona szminka.
-Wyglądasz jak arystokratka.
Wypowiedziałam na głos moje myśli, a Laura zrobiła przerażoną minę.
-Ten strój mnie postarza? Wyglądam jak moja matka?- zapytała z przerażeniem w oczach.
-Nie wyglądasz jak Twoja matka- powiedziałam ze śmiechem.
Koło naszej kanapy przeszły jakieś dwie dziewczyny chichocząc, potem następne. Nie wiedziałam o co chodzi. Ale po chwili go zobaczyłam.
Kroczył w moją stronę, a tuż za nim Jason. Jego włosy jak zwykle nienagannie ułożone, a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Czarne rurki luźno opuścił na dół, czarna marynarka świetnie na nim leżała, a pod nią miał białą bokserkę, która opinała jego klatkę piersiową. Podwinął rękawy marynarki do łokcia, więc widziałam jego tatuaże na lewej ręce.
-Patrz- powiedziała do mnie Laura dyskretnie.
-Widzę- odpowiedziałam i mimowolnie wydałam z siebie ciche westchnienie, na co ona zachichotała.
Już zupełnie zapomniałam o tym, że byłam na niego zła. W końcu stanęli naprzeciwko nas, a ja nie wiedzieć dlaczego wstałam z miejsca. Wyglądało to tak, jakbym witała go z otwartymi ramionami, gotowa oddać mu moje serce. Wiem, oklepany tekst.
-Cześć- odezwał się pierwszy zdejmując okulary. Jego głos był kojącą melodią dla moich uszu.
-Cześć- odpowiedziałam najłagodniej jak potrafiłam, co mnie zaskoczyło.
-Laura, chodź do nas. Megan na Ciebie czeka- powiedział znacząco Jason.
Przyjaciółka spojrzała na mnie z niedowierzaniem w oczach i odeszła.
*Justin*
Wyglądała przepięknie. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Korona dodawała jej uroku i te wielkie, błyszczące oczy. Widząc, ze pożeram ją wzrokiem, spłonęła rumieńcem. Sekundy mijały, a my staliśmy gapiąc się na siebie, jakbyśmy próbowali zatrzymać ten widok na zawsze. Przynajmniej z mojej strony tak to wyglądało.
Bieber, weź się w garść- podpowiedział mi głos z tyłu głowy.
-Wszystkiego najlepszego- powiedziałem z braku pomysłu.
Podałem jej mały prezent, a ona usiadła trzymając go w dłoniach. Usiadłem obok.
-Jak się tu w ogóle dostałeś?- zapytała patrząc na prezent.
Podrapałem się w kark, nie wiedząc czy mogę wsypać kumpla. Z drugiej strony i tak go ze mną widziała.
-Jason mnie wprowadził- powiedziałem uśmiechając się głupio.
-Mogłam się tego domyśleć.
-Nie otworzysz?- zapytałem patrząc znacząco na prezent.
Victoria wzruszyła ramionami i zaczęła rozpakowywać prezent, ale marnie jej szło. Zabrałem od niej prezent, a kiedy nasze dłonie się dotknęły, ona wycofała się szybko, czerwieniąc się. Nie wiem dlaczego to dla niej taki problem.
Zerwałem papier dekoracyjny, nad którym nawiasem mówiąc męczyłem się dobrą godzinę i podałem jej małe pudełeczko. Otworzyła je i wzięła srebrną bransoletkę między palce.
-Um, dziękuję- powiedziała.
Wiedziałem, że to beznadziejny prezent, ale kiedy zapytałem się Jennifer, co mógłbym kupić znajomej na urodziny, doradziła mi to.
-Nie podoba Ci się?- zapytałem zrezygnowany. Raczej to stwierdziłem.
-Justin, nie o to chodzi. Jest piękna, tylko… bardziej spodziewałabym się bomby. Wiesz, po naszym ostatnim spotkaniu, nie liczyłam, że w ogóle się jeszcze spotkamy. Nie byliśmy wobec siebie… uprzejmi. Nie wiem skąd ta zmiana. I co ona oznacza, chyba mnie rozumiesz- powiedziała patrząc w czubki swoich butów.
Totalnie mnie zaskoczyła. Ale wszystko co powiedziała to prawda. Musiałem zadać sobie pytanie po co tu tak właściwie przyszedłem. Długo zastanawiałem się nad swoim życiem. Nie mam żadnych planów, ambicji, jedyne co robię to sprzedawanie dragów, albo udawanie jaki jestem zły i niebezpieczny. Stwierdziłem, że jeżeli dalej będę się tak zachowywał, zostanę sam. Ja i ćpuny. Bez sensu. A Victoria? To znajoma.
-Wiem, zachowywałem się jak totalny dupek, ale taki już jestem. Przepraszam, jeżeli kiedykolwiek Cię obraziłem. Możemy zacząć jeszcze raz?
Teraz zaskoczyłem sam siebie. I co jeszcze zrobię? Może bukiet róż jej kupię? Robię się miękki jak masło.
-Tak, czemu nie- na twarzy Victorii malował się wielki uśmiech, a ja również się uśmiechnąłem.
Piosenka zmieniła się na balladę, a Victoria aż podskoczyła.
-Jeju, uwielbiam ten kawałek- powiedziała kołysząc się w rytm.
Wstałem i wyciągnąłem lewą dłoń w jej stronę.
-Zatańczysz?- zapytałem?
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Szczerze mówiąc nie umiem tańczyć.
-W tańcu wszystko zależy do tego, jak prowadzi partner.
Przekonałem ją i ruszyliśmy w stronę parkietu. Stanęliśmy na środku i czułem na sobie wzrok jej koleżanki. Chwyciłem Viktorię w talii i zaczęliśmy bujać się w takt piosenki. Krok w lewo, krok w prawo, krok w tył, krok w przód. I tak cały czas. Widziałem, że cały czas patrzy na swoje buty, żeby się nie przewrócić.
-Spokojnie- powiedziałem.
Uśmiechnęła się, ale i tak po chwili znów jej wzrok spadł na stopy.
Tańczyliśmy dobrą godzinę, aż w końcu Victoria poddała się czując ból w palcach.
-Chcesz się czegoś napić?- zapytałem.
Zanim zdążyła mi odpowiedzieć podbiegła do niej dziewczyna Jasona (jej imię wyleciało mi z głowy). Piszczała coś jak zwykle zabierając Victorię ode mnie. Dziewczyna odwróciła się jeszcze uśmiechając się przepraszająco, a ja ruszyłem w stronę wyjścia, żeby zapalić papierosa.
*Victoria*
-Co Ty u licha wyprawiasz?- zapytałam Megan, kiedy ciągnęła mnie w stronę baru.
-No jak to co? Ratuję Cię- powiedziała.
Usiadłyśmy przed barem, zamawiając drinki. Spojrzałam na nią zszokowana. O co jej chodziło?
-Ratujesz mnie? Przed czym?
Spojrzała na mnie jak na wariatkę i wyjaśniła mi, że widziała mnie z Bieberem i postanowiła działać, tyle, że ta pomoc nie była w ogóle potrzebna. Dobrze się z nim bawiłam, a ona zabrała mnie z jego objęć, jakby chciał mnie zgwałcić.
-Dobrze się czujesz? Jeszcze parę dni temu go nienawidziłaś, a teraz spokojnie z nim tańczysz? Odbiło Ci, Vic?
- Jejku, to było dawno- powiedziałam uśmiechając się.
-Jak chcesz. Ale chyba teraz do niego nie wrócisz. Wyjdziesz na desperatkę.
No pewnie, że nie- powiedziałam popijając drinka.
Siedziałyśmy tak pijąc drinki jeden za drugim i rozmawiając, kto jest w co ubrany, albo z kim tańczy. Na własnej imprezie urodzinowej. Czemu nie.
Oznajmiłam Megan, że idę do łazienki, ale kiedy wstałam, od razu zatoczyłam się do tyłu. W głowie mi szumiało i czułam, że już dosyć alkoholu jak na jedną noc. Przyjaciółka chichotała i zorientowałam się, że też jest wstawiona. Załapałam od niej głupawkę i śmiałam się jak wariatka. Nagle ktoś złapał mnie za ramiona i poczułam zapach tak dobrze znanych mi perfum.
-Nic Ci nie jest?
Odwróciłam się i zauważyłam, że to Jason. Stał z zatroskaną miną i obserwował nas bacznie.
-Nie, wszystko okej. Chyba po prostu za dużo z Meg wypiłyśmy.
Język mi się plątał. Odwróciłam się w stronę sof i zauważyłam, że Justin gaworzy sobie z Mią. Boże, jak ja tej dziewczyny nie cierpiałam. Zawsze znalazła powód, by mnie ośmieszyć, a teraz gdy zobaczyłam, że spokojnie flirtuje sobie z Justinem, nie wytrzymałam i wymierzyłam cios w klatkę piersiową Jasona. Cofnął się zaskoczony.
-A to za co?- zapytał zszokowany naszym zachowaniem. Zwykle tyle nie piłyśmy.
-Co ta szmata robi z Bieberem?
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ruszyłam chwiejnym krokiem w ich kierunku. Nie przemyślałam tego, ale teraz nie mogłam się już wycofać. Postanowiłam zadziałać jakoś w tej sprawie. Mia na moich oczach robi ze mnie pośmiewisko.
Stanęłam przed nimi kiwając się. Udawałam, że to w rytm muzyki.
-Justin, mogę Cię na chwilkę?- zapytałam najbardziej uwodzicielskim głosem na jaki było mnie stać. Ale zważając na to, że byłam pijana, nie poszło mi najlepiej. Mimo to, Justin wstał, pożegnał się z Mią i prowadził mnie w stronę wyjścia.
-Co jest grane?- przyjrzał mi się uważnie- Victoria, jesteś kompletnie zalana!
Oburzyłam się, ale miał rację. Nadal kręciło mi się w głowie, chodziłam jak kaleka, a najchętniej poszłabym spać.
Stanęliśmy przed tylnym wejściem i z torebki wyciągnęłam pierwszego dzisiaj papierosa. Odpaliłam, zaciągnęłam się mocno i poczułam, że to tyle. Przechyliłam się w stronę Justina, a on w porę złapał mnie mocno.
-Odwieźć Cię do domu?- zapytał zatroskany.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć, tylko kiwnęłam głową, zgadzając się.
Justin posadził mnie na tylnym siedzeniu swojego samochodu i oznajmił, że powie tylko Jasonowi, że dla mnie to koniec imprezy. Zawiózł mnie w nieznane mi miejsce.
-Gdzie jesteśmy?- zapytałam wysiadając półprzytomna.
-Dzisiaj prześpisz się u mnie, chyba nie spodziewałaś się, że w takim stanie wrócisz do domu.
Nie miałam już żadnych pytań. Oparłam się o jego ramię, a raczej położyłam się na nim i zasnęłam przed blokiem.
_____________________
boze, dodaje ten rozdział w szkole,ale nie mogłam się doczekać.
dziekuje wszystkim, ktorzy to czytaja.
jak zwykle. czytasz- skomentuj.
Nie mogłam uwierzyć, że odbicie w lustrze jest naprawdę moje. Długie blond włosy teraz wiły się na moich plecach poskręcane w zgrabne loki. Na głowie miałam koronę. Tak, koronę. Malinowa, rozkloszowana sukienka do kolan, z każdym moim ruchem kręciła się jak baletnica. Nawet wysokie na 17cm szpilki mi nie przeszkadzały. Wszystko było idealne. Oczy błyszczały mi z podekscytowania i uśmiechałam się szeroko do nowej, uroczej wersji mnie.
-Nie ma za co. Dzisiaj Twoje święto, musisz wyglądać najlepiej- powiedziała Megan zza moich pleców.
Odwróciłam się i zlustrowałam ją wzrokiem od stóp do głów. Czarna sukienka przylegała do jej szczupłego ciała. Brązowe włosy zgrabnie spięła w luźny aczkolwiek elegancki kok, a na nogach miała podobne do moich, czarne szpilki. Bez względu na to, jak bardzo bym się starała, ona i tak biła mnie na głowę. Ale nie zamierzałam się tym teraz przejmować.
-Chodź już. Jason czeka na dole. Chyba nie chcesz się spóźnić na własne przyjęcie- powiedziała zabierając z mojego łóżka płaszcz i kopertówkę.
Nic nie odpowiedziałam, tylko zabierając swoje rzeczy ruszyłam jej śladem. „Własne przyjęcie”- te słowa jak echo dudniły w mojej głowie. Im bliżej było do imprezy tym bardziej się stresowałam. A co będzie jeżeli wpadnę głową w tort, albo wywrócę się na parkiecie? Jestem okropną niezdarą, więc to jest jak najbardziej prawdopodobne.
Tato już wcześniej życzył mi udanej imprezy, bo musiał jechać do straży. Okropnie jest balować ze świadomością, że tata ciężko pracuje, ale nic nie mogłam na to poradzić.
Zjechałyśmy na dół windą czując na sobie ciekawskie spojrzenia podstarzałych sąsiadek. Czułam się bardzo skrępowana. Kiedy podeszłyśmy do samochodu Megan, bo Jason swój popsuł, przyjaciel zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku, tak, jakbyśmy nie widzieli się od wieków. Odwzajemniłam uścisk czując woń perfum.
-Zostaw ją! Wiesz ile pracowałam nad TYM?- zapytała oburzona przyjaciółka wymachując rękoma jak histeryczka.
Jason zaśmiał się nic sobie nie robiąc z uwag dziewczyny.
-Wyglądasz ślicznie- szepnął mi do ucha.
Poczułam się… dziwnie. Megan i Jason nie rozmawiają ze sobą od kilku dni. Nawet nie wiem dlaczego. Za każdym razem, gdy próbowałam poruszyć ten temat rozmawiając z przyjaciółką, ona tylko prychała sfrustrowana. Wyczułam, że to drażliwy temat, więc postanowiłam się w to nie mieszać. Niby rozmawiają ze sobą tak jak zawsze, ale zamiast powiedzieć swojej dziewczynie, że wygląda świetnie (bo tak jest), mówi to mi. Poczułam się tak, jakbym kopnęła Megan w brzuch. Odsunęłam się od niego szybko, uśmiechając się nerwowo.
-Jedziemy?- zapytałam, pragnąc jak najszybciej dotrzeć do klubu i nie stresować się tak bardzo. Bo przecież nie ma czym, prawda?
Około 20 minut później parkowaliśmy pod klubem. Byłam za to bardzo wdzięczna mojemu tacie, bo to on wszystko załatwiał.
Wysiadłam szybko, czując jak chłodne październikowe powietrze bawi się moimi włosami. Ludzie już zbierali się w środku i słychać było głośną muzykę. Wciągnęłam powietrze nosem i mocno wypuściłam ustami, próbując się trochę uspokoić.
-No to wchodzimy- powiedziała Megan, ściskając mnie za ramiona.
Weszłam i od razu dyskotekowy reflektor poraził mnie w oczy. Słyszałam, że wraz z moim nadejściem muzyka ucichła i DJ ogłosił moje przybycie. Później wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam, kiedy siedziałam wygodnie na czerwonej kanapie wraz z Laurą popijając szampana. Ludzie składali mi życzenia, śpiewali „sto lat” i zdmuchnęłam świeczki życząc sobie, żebym nie narobiła sobie wstydu przed tyloma znajomymi.
Szampan mnie rozluźnił i już zupełnie nie czułam się zestresowana.
-Świetna ta korona. Wyglądasz jak Księżniczka- oznajmiła mi Laura.
-Wiesz, że jakąś godzinę temu powiedziałam to samo?
Laura zachichotała znad napoju z bąbelkami. Z dużym kieliszkiem w ręku i w swoim stroju wyglądała jak arystokratka. Czerwona sukienka podobnie jak u Megan opinała jej ciało, a czarne i proste jak struny włosy opadały swobodnie na ramiona. Do tego czerwona szminka.
-Wyglądasz jak arystokratka.
Wypowiedziałam na głos moje myśli, a Laura zrobiła przerażoną minę.
-Ten strój mnie postarza? Wyglądam jak moja matka?- zapytała z przerażeniem w oczach.
-Nie wyglądasz jak Twoja matka- powiedziałam ze śmiechem.
Koło naszej kanapy przeszły jakieś dwie dziewczyny chichocząc, potem następne. Nie wiedziałam o co chodzi. Ale po chwili go zobaczyłam.
Kroczył w moją stronę, a tuż za nim Jason. Jego włosy jak zwykle nienagannie ułożone, a na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Czarne rurki luźno opuścił na dół, czarna marynarka świetnie na nim leżała, a pod nią miał białą bokserkę, która opinała jego klatkę piersiową. Podwinął rękawy marynarki do łokcia, więc widziałam jego tatuaże na lewej ręce.
-Patrz- powiedziała do mnie Laura dyskretnie.
-Widzę- odpowiedziałam i mimowolnie wydałam z siebie ciche westchnienie, na co ona zachichotała.
Już zupełnie zapomniałam o tym, że byłam na niego zła. W końcu stanęli naprzeciwko nas, a ja nie wiedzieć dlaczego wstałam z miejsca. Wyglądało to tak, jakbym witała go z otwartymi ramionami, gotowa oddać mu moje serce. Wiem, oklepany tekst.
-Cześć- odezwał się pierwszy zdejmując okulary. Jego głos był kojącą melodią dla moich uszu.
-Cześć- odpowiedziałam najłagodniej jak potrafiłam, co mnie zaskoczyło.
-Laura, chodź do nas. Megan na Ciebie czeka- powiedział znacząco Jason.
Przyjaciółka spojrzała na mnie z niedowierzaniem w oczach i odeszła.
*Justin*
Wyglądała przepięknie. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Korona dodawała jej uroku i te wielkie, błyszczące oczy. Widząc, ze pożeram ją wzrokiem, spłonęła rumieńcem. Sekundy mijały, a my staliśmy gapiąc się na siebie, jakbyśmy próbowali zatrzymać ten widok na zawsze. Przynajmniej z mojej strony tak to wyglądało.
Bieber, weź się w garść- podpowiedział mi głos z tyłu głowy.
-Wszystkiego najlepszego- powiedziałem z braku pomysłu.
Podałem jej mały prezent, a ona usiadła trzymając go w dłoniach. Usiadłem obok.
-Jak się tu w ogóle dostałeś?- zapytała patrząc na prezent.
Podrapałem się w kark, nie wiedząc czy mogę wsypać kumpla. Z drugiej strony i tak go ze mną widziała.
-Jason mnie wprowadził- powiedziałem uśmiechając się głupio.
-Mogłam się tego domyśleć.
-Nie otworzysz?- zapytałem patrząc znacząco na prezent.
Victoria wzruszyła ramionami i zaczęła rozpakowywać prezent, ale marnie jej szło. Zabrałem od niej prezent, a kiedy nasze dłonie się dotknęły, ona wycofała się szybko, czerwieniąc się. Nie wiem dlaczego to dla niej taki problem.
Zerwałem papier dekoracyjny, nad którym nawiasem mówiąc męczyłem się dobrą godzinę i podałem jej małe pudełeczko. Otworzyła je i wzięła srebrną bransoletkę między palce.
-Um, dziękuję- powiedziała.
Wiedziałem, że to beznadziejny prezent, ale kiedy zapytałem się Jennifer, co mógłbym kupić znajomej na urodziny, doradziła mi to.
-Nie podoba Ci się?- zapytałem zrezygnowany. Raczej to stwierdziłem.
-Justin, nie o to chodzi. Jest piękna, tylko… bardziej spodziewałabym się bomby. Wiesz, po naszym ostatnim spotkaniu, nie liczyłam, że w ogóle się jeszcze spotkamy. Nie byliśmy wobec siebie… uprzejmi. Nie wiem skąd ta zmiana. I co ona oznacza, chyba mnie rozumiesz- powiedziała patrząc w czubki swoich butów.
Totalnie mnie zaskoczyła. Ale wszystko co powiedziała to prawda. Musiałem zadać sobie pytanie po co tu tak właściwie przyszedłem. Długo zastanawiałem się nad swoim życiem. Nie mam żadnych planów, ambicji, jedyne co robię to sprzedawanie dragów, albo udawanie jaki jestem zły i niebezpieczny. Stwierdziłem, że jeżeli dalej będę się tak zachowywał, zostanę sam. Ja i ćpuny. Bez sensu. A Victoria? To znajoma.
-Wiem, zachowywałem się jak totalny dupek, ale taki już jestem. Przepraszam, jeżeli kiedykolwiek Cię obraziłem. Możemy zacząć jeszcze raz?
Teraz zaskoczyłem sam siebie. I co jeszcze zrobię? Może bukiet róż jej kupię? Robię się miękki jak masło.
-Tak, czemu nie- na twarzy Victorii malował się wielki uśmiech, a ja również się uśmiechnąłem.
Piosenka zmieniła się na balladę, a Victoria aż podskoczyła.
-Jeju, uwielbiam ten kawałek- powiedziała kołysząc się w rytm.
Wstałem i wyciągnąłem lewą dłoń w jej stronę.
-Zatańczysz?- zapytałem?
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Szczerze mówiąc nie umiem tańczyć.
-W tańcu wszystko zależy do tego, jak prowadzi partner.
Przekonałem ją i ruszyliśmy w stronę parkietu. Stanęliśmy na środku i czułem na sobie wzrok jej koleżanki. Chwyciłem Viktorię w talii i zaczęliśmy bujać się w takt piosenki. Krok w lewo, krok w prawo, krok w tył, krok w przód. I tak cały czas. Widziałem, że cały czas patrzy na swoje buty, żeby się nie przewrócić.
-Spokojnie- powiedziałem.
Uśmiechnęła się, ale i tak po chwili znów jej wzrok spadł na stopy.
Tańczyliśmy dobrą godzinę, aż w końcu Victoria poddała się czując ból w palcach.
-Chcesz się czegoś napić?- zapytałem.
Zanim zdążyła mi odpowiedzieć podbiegła do niej dziewczyna Jasona (jej imię wyleciało mi z głowy). Piszczała coś jak zwykle zabierając Victorię ode mnie. Dziewczyna odwróciła się jeszcze uśmiechając się przepraszająco, a ja ruszyłem w stronę wyjścia, żeby zapalić papierosa.
*Victoria*
-Co Ty u licha wyprawiasz?- zapytałam Megan, kiedy ciągnęła mnie w stronę baru.
-No jak to co? Ratuję Cię- powiedziała.
Usiadłyśmy przed barem, zamawiając drinki. Spojrzałam na nią zszokowana. O co jej chodziło?
-Ratujesz mnie? Przed czym?
Spojrzała na mnie jak na wariatkę i wyjaśniła mi, że widziała mnie z Bieberem i postanowiła działać, tyle, że ta pomoc nie była w ogóle potrzebna. Dobrze się z nim bawiłam, a ona zabrała mnie z jego objęć, jakby chciał mnie zgwałcić.
-Dobrze się czujesz? Jeszcze parę dni temu go nienawidziłaś, a teraz spokojnie z nim tańczysz? Odbiło Ci, Vic?
- Jejku, to było dawno- powiedziałam uśmiechając się.
-Jak chcesz. Ale chyba teraz do niego nie wrócisz. Wyjdziesz na desperatkę.
No pewnie, że nie- powiedziałam popijając drinka.
Siedziałyśmy tak pijąc drinki jeden za drugim i rozmawiając, kto jest w co ubrany, albo z kim tańczy. Na własnej imprezie urodzinowej. Czemu nie.
Oznajmiłam Megan, że idę do łazienki, ale kiedy wstałam, od razu zatoczyłam się do tyłu. W głowie mi szumiało i czułam, że już dosyć alkoholu jak na jedną noc. Przyjaciółka chichotała i zorientowałam się, że też jest wstawiona. Załapałam od niej głupawkę i śmiałam się jak wariatka. Nagle ktoś złapał mnie za ramiona i poczułam zapach tak dobrze znanych mi perfum.
-Nic Ci nie jest?
Odwróciłam się i zauważyłam, że to Jason. Stał z zatroskaną miną i obserwował nas bacznie.
-Nie, wszystko okej. Chyba po prostu za dużo z Meg wypiłyśmy.
Język mi się plątał. Odwróciłam się w stronę sof i zauważyłam, że Justin gaworzy sobie z Mią. Boże, jak ja tej dziewczyny nie cierpiałam. Zawsze znalazła powód, by mnie ośmieszyć, a teraz gdy zobaczyłam, że spokojnie flirtuje sobie z Justinem, nie wytrzymałam i wymierzyłam cios w klatkę piersiową Jasona. Cofnął się zaskoczony.
-A to za co?- zapytał zszokowany naszym zachowaniem. Zwykle tyle nie piłyśmy.
-Co ta szmata robi z Bieberem?
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ruszyłam chwiejnym krokiem w ich kierunku. Nie przemyślałam tego, ale teraz nie mogłam się już wycofać. Postanowiłam zadziałać jakoś w tej sprawie. Mia na moich oczach robi ze mnie pośmiewisko.
Stanęłam przed nimi kiwając się. Udawałam, że to w rytm muzyki.
-Justin, mogę Cię na chwilkę?- zapytałam najbardziej uwodzicielskim głosem na jaki było mnie stać. Ale zważając na to, że byłam pijana, nie poszło mi najlepiej. Mimo to, Justin wstał, pożegnał się z Mią i prowadził mnie w stronę wyjścia.
-Co jest grane?- przyjrzał mi się uważnie- Victoria, jesteś kompletnie zalana!
Oburzyłam się, ale miał rację. Nadal kręciło mi się w głowie, chodziłam jak kaleka, a najchętniej poszłabym spać.
Stanęliśmy przed tylnym wejściem i z torebki wyciągnęłam pierwszego dzisiaj papierosa. Odpaliłam, zaciągnęłam się mocno i poczułam, że to tyle. Przechyliłam się w stronę Justina, a on w porę złapał mnie mocno.
-Odwieźć Cię do domu?- zapytał zatroskany.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć, tylko kiwnęłam głową, zgadzając się.
Justin posadził mnie na tylnym siedzeniu swojego samochodu i oznajmił, że powie tylko Jasonowi, że dla mnie to koniec imprezy. Zawiózł mnie w nieznane mi miejsce.
-Gdzie jesteśmy?- zapytałam wysiadając półprzytomna.
-Dzisiaj prześpisz się u mnie, chyba nie spodziewałaś się, że w takim stanie wrócisz do domu.
Nie miałam już żadnych pytań. Oparłam się o jego ramię, a raczej położyłam się na nim i zasnęłam przed blokiem.
_____________________
boze, dodaje ten rozdział w szkole,ale nie mogłam się doczekać.
dziekuje wszystkim, ktorzy to czytaja.
jak zwykle. czytasz- skomentuj.
khfvjdfhnvgjh omb
OdpowiedzUsuńnareszcie sa wobec siebie normalni <3333333
Ja chce więcej ! <3 Megaa
OdpowiedzUsuńO JEJKU JAKI SŁODKI TEN ROZDZIAŁ <333 FAJNIE ŻE ZMIENIŁA SWOJE ZACHOWANIE DO JUSTINA <333 JUŻ SIĘ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ KOLEJNEGO ROZDZIAŁU <333 CIEKAWE CO ONA TAM U NIEGO BĘDZIE ROBIĆ ... <333 KOCHAM TWOJEGO BLOGA <333
OdpowiedzUsuńprosze tylko niech Justin jej nie wyrucha od razu cccc:
OdpowiedzUsuńPiękny <3
OdpowiedzUsuńŚwietny blog, jeśli możesz to informuj mnie o kolejnych rozdziałach....
OdpowiedzUsuńhttp://givemelovemw.blogspot.com/
Jeśli będziesz miała czas, to również zapraszam do przeczytania.
Genialne <3
OdpowiedzUsuńBoskie <33
OdpowiedzUsuń/mistycznaluiza2
jejku pieknie piszesz *.* coraz bardziej mi sie podoba
OdpowiedzUsuń