poniedziałek, 17 lutego 2014

6.

Powoli wybudzałam się ze snu i przeciągnęłam się leniwie. Gdy moja dłoń dotknęła satynowej pościeli, tak bardzo niepodobnej w dotyku do mojej, usiadłam raptownie, aż zakręciło mi się w głowie.
Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam, że nie jestem w moim pokoju. Leżałam na wielkim łóżku, przykryta jakąś drogą pościelą. Ściany dużego pokoju były w kolorze beżu, a na jednej z  nich wisiał obraz panoramy Nowego Jorku. Duże okno wpuszczało do środka światło poranka. W kącie leżała gitara, obok niej stała szafa z ciemnego drewna. Na fotelu dostrzegłam mój płaszcz i torebkę.
Spałam w domu Justina Biebera. Powoli przypominałam sobie wydarzenia ostatniej nocy. Impreza, taniec z Justinem, drinki z Megan. Ugh, co za wstyd, że się tak zalałam. Zdałam sobie sprawę, że powinnam bardziej przejmować się tym, że nie jestem w swoim domu, niż tym, ile wypiłam.
Strasznie bolała mnie głowa, i teraz wypiłabym 10 litrów wody. Wstałam powoli i zbliżyłam się do drzwi, kiedy one raptownie się otworzyły. Do pokoju wszedł jakiś chłopak. Czerwona jak burak poprawiłam sukienkę z wczorajszego wieczoru.
-Cześć?- zapytał chłopak stając naprzeciwko.
Jego ciemne włosy były w nieładzie, a na sobie miał coś w rodzaju piżamy. Chyba podobnie jak ja, dopiero wstał.
-Hej. Nie wiesz gdzie jest Justin?- zapytałam ochrypłym głosem, bo miałam wysuszone gardło.
-Przyszedłem, bo myślałem, że go tutaj zastanę. Nie chcę być wścibski, ale co Ty tutaj robisz?
W tej samej chwili usłyszałam jak do mieszkania wszedł ktoś jeszcze. Słyszałam brzęk kluczy i kroki w stronę pokoju.
-Ryan, wypad- powiedział Justin, na co odetchnęłam z ulgą.
Myślałam, że znowu ktoś wejdzie i zacznie się mi przyglądać, jakbym była jakąś kosmitką.
Drzwi zamknęły się za Justinem i stanął teraz patrząc prosto w moje oczy. Speszona spoglądałam wszędzie, tylko nie na niego.
-Przepraszam- powiedziałam.
-Za co?- zapytał zaskoczony.
Dopiero teraz tak naprawdę się mu przyjrzałam. Miał na sobie czarną bejsbolówkę, czarne spodnie i czarnego snapa. Cały na czarno. Ładnie mu tak.
Wskazałam na siebie dłońmi.
-Musiałeś mnie przenocować. Przepraszam i dziękuję, ale czy teraz mogę wrócić do domu?
-Jasne.
Zabrałam swoje rzeczy z fotela, odwróciłam się ostatni raz i wyszłam do przedpokoju, żeby się ubrać. Justin zabrał klucze i kurtkę, którą przed chwilą zdjął, żeby ponownie ją włożyć. Zamknął za nami drzwi i czekając na windę, staliśmy w niezręcznej ciszy.
-Jesteś zła?- zapytał głosem pełnym troski i ciekawości.
-Nie, nie jestem. Bardziej zła na siebie- odpowiedziałam wyciągając iPhone’a z torebki.
10 nieodebranych połączeń od Megan i taty. Świetnie, co ja im teraz powiem? Przede wszystkim jak się wytłumaczę tacie?
-Dlaczego? Przecież nic się nie stało.
-Co z tego, że pijana rzuciłam się na Ciebie i spałam u Ciebie  w łóżku, to nic takiego- powiedziałam wzruszając ramionami- A właśnie. Czy my…- nie dokończyłam licząc na to, że Bieber sam domyśli się o co mi chodzi.
Justin zachichotał wchodząc do windy.
-Spałem na kanapie, jeśli do tego pijesz- powiedział uśmiechając się łobuzersko. Ulżyło mi.
-Ładnie Ci w tej sukience- powiedział mierząc mnie wzrokiem i drapiąc się po karku.
Zarumieniłam się jak zwykle i rzuciłam coś w stylu podziękowań.

-No to jesteśmy- powiedział parkując na mojej ulicy.
Zabrałam płaszcz i torebkę z tylnego siedzenia, bąknęłam podziękowania i już miałam wychodzić, kiedy Justin zatrzymał mnie, łapiąc mnie za nadgarstki.
-Victoria- powiedział łagodnym tonem.
-Tak?- zapytałam odwracając się w jego stronę.
Byłam tak blisko niego, że  z łatwością widziałam pieprzyki na jego twarzy i plamki w jego dużych, karmelowych oczach.
-Podasz mi swój numer? Wiesz, tak na wszelki wypadek. Gdybyś nie miała gdzie przenocować lub coś w tym stylu- przy tym ostatnim łobuzersko się uśmiechnął.
Podałam mu numer telefonu i dziękując jeszcze raz, wysiadłam z porsche.
Weszłam po cichu do mieszkania, zdjęłam szpilki i na palcach udałam się do mojego pokoju, gdy drogę zagrodził mi mój tata.
-Dlaczego nie odbierałaś telefonu?- zapytał tonem surowego rodzica.
Już w samochodzie obmyśliłam sobie historyjkę na temat mojego pobytu poza domem.
-Nocowałam u Megan, a telefon miałam w torebce. Nie słyszałam, że dzwonisz- kłamałam ojcu prosto w oczy i źle się z tym czułam.
-Mogłaś napisać smsa, że nie wrócisz do domu.
Przewróciłam oczami poirytowana.
-Tato, to była moja impreza urodzinowa. Chyba nie będziesz mi teraz prawił kazań.
Wyminęłam go i ruszyłam do mojego pokoju. Rzuciłam rzeczy na łóżko i weszłam do łazienki. Kiedy spojrzałam na siebie w lustrze, aż się przestraszyłam. Moje włosy były potargane, korona zginęła wśród kołtunów. Oczy miałam podkrążone, a tusz się rozmazał. Długo zajęło mi same rozplątywanie włosów. W końcu udałam się pod prysznic. Gorąca woda rozluźniła moje napięte mięśnie, ale ból głowy tylko przybrał na sile.
Przebrałam się w świeże ubrania i usłyszałam, że dzwoni mój telefon. To Megan.
-Halo?- zapytałam niepewnym głosem.
-Opowiadaj!- krzyknęła mi prosto w ucho.
Opadłam na łóżko szykując się na przesłuchanie.

*Justin*
-Bieber, jestem pod wrażeniem. Co to za laska?- zapytał Ryan, kiedy wszedłem do mieszkania.
Stał w przedpokoju i opierał się nonszalancko o ścianę. Udałem, że go nie słyszałem i ruszyłem do kuchni. Z szafki wyciągnąłem paczkę Takis  i poszedłem do salonu.
-Głuchy jesteś?- zapytał.
-To koleżanka, upiła się na imprezie, więc ją przenocowałem. Coś jeszcze?- powiedziałem oglądając powtórkę meczu.
Ryan usiadł obok mnie i gapił się jak psychol. Boże, jest taki męczący. Udałem, że w ogóle nie przeszkadza mi jego obecność i odpaliłem papierosa. Wzrok przyjaciela wypalał mi dziurę w czaszce.
-Kurwa, Ryan! Wiem do czego zmierzasz. No dalej, zaczynaj.
Ryan zawsze urządzał coś w rodzaju małego przesłuchania. Setki głupich pytań.
-Jak ma na imię?- zapytał nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Victoria.
-Masz jej numer?
-Mam- odpowiedziałem coraz bardziej zirytowany.
-Umówiliście się?- zapytał.
Odwróciłem się do niego i spojrzałem spod byka. Nic nie odpowiedziałem, tylko wstałem z kanapy i udałem się do kuchni po coś do picia. Ryan szedł tuż za mną.
-Zadzwoń do niej- namawiał mnie.
-Po co?
W tej samej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi, Ryan otworzył i po chwili do mieszkania weszła Jennifer.
-Co jest grane?- zapytała wesoło.
-Nie uwierzysz co się stało. Wstałem rano i jak zwykle poszedłem do Biebera, a tam kto? Jakaś laska w sukience stoi przestraszona, jakby ktoś ją porwał. On nawet się z nią nie umówił.
Zignorowałem ich i poszedłem do pokoju. Rzuciłem się na łóżko, które wciąż pachniało damskimi perfumami. Połączenie lawendy i jakiś kwiatów. Może Ryan miał rację? Wyciągnąłem czarnego iPhone’a z kieszeni czarnych spodni i obracając go w dłoni, walczyłem sam ze sobą. Ta dziewczyna mnie intrygowała. Mądra, ładna, zabawna. Czego chcieć więcej? Odgrywałem w myślach coś w rodzaju sceny z Hamleta. Zadzwonić czy nie zadzwonić? Jestem głupi. Odpaliłem kolejnego papierosa i pomyślałem sobie, że skoro i tak skończę w piekle…
Wybrałem jej numer i trochę się denerwowałem, kiedy po trzecim sygnale nie odbierała. Moje obawy jednak zniknęły, gdy usłyszałem jej melodyjny głos.
-Halo?- zapytała niepewnie.
No dalej Bieber, teraz Twoja kolej.
-Cześć Victoria, tu Justin. Wiem, pewnie teraz przerwałem Ci odsypianie po wczoraj, ale  dzwonię, żeby zapytać, czy nie wyszłabyś gdzieś ze mną. Na pewno nie dzisiaj, bo pewnie jesteś nie do życia, ale może jutro?
Powiedziałem to jednym tchem, jakbym czytał z kartki.
-Za dużo informacji naraz. Głowa mi pęka. Możesz jeszcze raz, ale powoli?- zapytała, na co zaśmiałem się cicho.
-Wyjdziemy gdzieś jutro?
-W sumie czemu nie.
-O 3 będę po ciebie- powiedziałem uśmiechając się.
-To do jutra- rzuciła i się rozłączyła.
Poszło zadziwiająco dobrze. Może coś z tego będzie. Zerknąłem na zegarek, wskazywał piątą popołudniu. Mimo tego całego zamieszania z Victorią, nie mogłem zapominać, że mam obowiązki.
Zabrałem kurtkę i klucze i bez słowa w kierunku Ryana, wyszedłem. Gdy czekałem na windę, zadzwoniłem do Johna.
-Bieber, spóźniasz się- powiedział mocnym głosem.
-Zaraz będę.
Zjechałem windą na dół i szybkim krokiem poszedłem do porsche. Do Kawiarni, bo tak mówimy na miejsce naszych spotkań, dojechałem w 15  minut.
Był to motel Johna. W jednym z pokoi znajdowało się coś w rodzaju jego biura. Wszedłem do środka i od razu uderzył mnie silny odór stęchlizny. Dawno tu nie byłem, więc zapach podziałał na mnie ze zdwojoną siłą. Skrzywiłem się, ale kroczyłem dalej przez kłęby dymu papierosowego i nie tylko. Minąłem dwóch ochroniarzy i stanąłem za biurkiem szefa. Żaluzje były zasłonięte, więc światło wydobywało się tylko ze szczelin między nimi. Ze ścian odchodziła pożółkła tapeta, ale nikomu to nie przeszkadzało.
John to facet po 50-tce. Zajmuje się ułatwianiem nam, dilerom, towaru do sprzedania. Ma swoich ludzi chyba w całym Nowym Jorku, ja pracuję z nim od roku. Każdy jest przydzielony do określonego kręgu.
-Dzieciaku, już zaczynałem się denerwować. Miałeś być godzinę temu- powiedział monotonnym głosem, ale wiedziałem, że najchętniej rozkazałby swoim gorylom, żeby wgnietli mnie w ziemię.
-Ale jestem teraz. Miałem ważniejsze sprawy na głowie- powiedziałem zdejmując okulary przeciw słoneczne.
Na powrót przybrałem pozę twardego i niebezpiecznego gościa, z którym nie warto zadzierać, która przez Victorię trochę zmiękła.
-Bez pierdolenia. Gdzie jest forsa?- zapytał odpalając cygaro.
Podałem mu gruby plik pieniędzy, a on jak zwykle dał mi połowę z tego. Położył na biurku stos paczek z białym proszkiem.
-Masz tydzień- powiedział i obrócił się w stronę okna.
Zrozumiałem, że czas już na mnie i wyszedłem z hardą miną i wzrokiem utkwionym w drzwi.


_______________________________________________
Nareszcie się umówili! I są nawet Takis :3
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze, kochani jesteście.
Jak zwykle, czytasz- skomentuj.  

6 komentarzy:

  1. Jezu, jezuuu nareszcie *w* hahaha ciekawa jestem gdzie ja zabierze ;) ale jestem przekonana, ze na pewno bedzie ciekawie ^^
    Chcialabym zeby Justin skonczyl z tym co robi i znalazl normalna prace ;o
    Rozdzial mega c; mam nadzieje, ze niedlugo dodasz kolejny i zycze weny ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie też bym chciała żeby Justin z tym skończył ale to nie moje opowiadanie tylko twoje...haha jak przeczytałam Takis to od razu się uśmiechnęłam <33 Fajnie że się w końcu umówili...czekałam na to i ona już nie jest taka chamska i wg do niego...czekam na następny rozdział <3333

    OdpowiedzUsuń
  3. Więc - trafiłam tu z Twojego ASK'a, spodziewając się dennej historyjki o Justinie i tym jak zakochuje się w swojej 'największej' fance bla bla blaaaaa. Po pierwszym rozdziale Twoja historia mnie jednak zaciekawiła. Przeczytałam jak na razie to co jest i jestem pełna podziwu! Oby tak dalej , pozdrawiam Kamiix

    OdpowiedzUsuń
  4. czekałam na to *.* jejku piękne! czekam na nowy wpis z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń