sobota, 22 marca 2014

9.

*Justin*
-Ryan, jeżeli zaraz nie wyłączysz tego ścierwa, ja wyłączę Ciebie- powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
Wróciłem do domu zaledwie kilkanaście minut temu. Sprzedałem kilka sztuk, nic poza tym. Marny dzisiaj dzień, ale może jutro będzie lepiej. Od jakiegoś czasu to jest mój stały tekst. „Może jutro będzie lepiej”- nigdy nie jest lepiej.
-Jay, o co Ci chodzi? Jak masz jakiś problem, to po prostu wyjdź,  nie psuj humoru innym- powiedział odpalając papierosa.
Siedział wyciągnięty na kanapie nie zdając sobie sprawy, jak powstrzymuje się przed tym, by go nie uderzyć. Zesztywniałem cały, głośno oddychając przez nos i obróciwszy się na pięcie, ubrałem kurtkę i wyszedłem z mieszkania. Wolałem przechadzać się bez sensu niż irytować się obecnością Ryana. Nawet nie wiem dlaczego tak bardzo mnie ostatnio denerwuje. Może przez to, że istnieje? Ugh, czasem potrafi być naprawdę irytujący. Dzisiaj w nocy obudził mnie jego głośny śmiech rozlegający się po całym bloku. Kiedy poszedłem do niego, by sprawdzić co go tak rozśmieszyło, okazało się, że o trzeciej w nocy ogląda jakiś durny film ot tak, dla zabicia czasu. Później długo nie mogłem zasnąć. Wziąłem gitarę i zacząłem grać, kiedy Ryan przyszedł z pretensjami, że mu przeszkadzam. Doprawdy?
Mijałem właśnie jakieś małżeństwo, kiedy usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Wyjąłem iPhone’a z tylnej kieszeni spodni i dostrzegłem, że to Jason.
-Tak?- zapytałem unosząc brwi do góry, ale zmieniając ton głosu na bardziej łagodny.
-Możemy się spotkać? Musimy porozmawiać- oznajmił oschłym głosem, a w tle usłyszałem ryk samochodu.
-Niech będzie. Gdzie?- zapytałem takim samym tonem, co mój rozmówca.
Jason podał mi adres, pod który miałem się udać i zawracając się pod  moją ulicę, po samochód napisałem Jennifer smsa, że Ryan jest sam w domu i jeżeli chce, może przyjechać. Wolałem, żeby nie siedział sam w domu. Niewiadomo co mu wtedy strzeli do głowy.
15 minut później znajdowałem się w nieodwiedzanej przeze mnie części miasta. Dostrzegłem Jasona, kiedy opierając się o samochód rozmawiał z kimś przez telefon. Nie wiedziałem, że dostał nowy wóz.
Kiedy mnie dostrzegł zakończył rozmowę i podszedł do mnie szybkim krokiem. Przez moment myślałem, że za chwilę da mi w mordę. Nie żebym się bał walki z Jasonem. Ja po prostu nie chciałem się  z nim bić. Ryan to co innego. Dla mnie Black to jeszcze dzieciak.
Miał hardą minę i posyłał mi gniewne spojrzenia. Zrównał się ze mną, a ja z ustami zaciśniętymi w kreskę, patrzyłem na niego nie tyle groźnie, co podejrzliwie.
-Przejdziemy się?- zapytał obojętnym tonem.
Kiwnąłem głową podążając za nim. Po kilku minutach, podczas których żaden z nas nie wydał żadnego dźwięku, byliśmy w zapełnionym rodzinami i staruszkami parku. Kiedy mijaliśmy jakąś parę, czułem się… głupio. Sam nie wiem dlaczego.
Usiedliśmy na ławce obserwując Nowojorczyków. Nie odezwałem się, bo niby co miałem powiedzieć? To on mnie tu ściągnął, więc to on miał zacząć rozmowę.
-Chyba wiesz o czym chcę porozmawiać- powiedział w końcu.
-Nie wiem, ale zapewne zaraz mi to wyjawisz- powiedziałem wzruszając ramionami.
Jason uważnie przyglądał się swoim czarnym butom, zbierając się w sobie.
-Posłuchaj, Justin. Ja i Victoria jesteśmy jak rodzeństwo, wychowywaliśmy się razem, więc nie dziw się, że chcę Cię ostrzec…
Już otwierałem usta, by dodać swoje trzy grosze, ale on powstrzymał mnie ruchem ręki.
-Nie wiem czy coś rzeczywiście między wami się dzieje, czy jest kolejną do zaliczenia. Do tej pory robiłem wszystko o co mnie prosiłeś, mając na uwadze jej szczęście, ale jeżeli ją skrzywdzisz nie będę uważał na to, czy jesteśmy kumplami czy nie. Victoria straciła coś bardzo dla niej cennego. Zbierała się po tym kilka miesięcy i wciąż jest w niej ból, cała jest w rysach. Jeżeli przez Ciebie uroni chociaż jedną łzę, pożałujesz. To wyjątkowa dziewczyna, która już wystarczająco dostała po dupie od życia.
Wyrzucił to z siebie w zawrotnym tempie, po czym odetchnął głęboko. Chyba szykował tą przemowę cały dzień.
-Więc chcesz mnie ostrzec, że jak zostawię Victorię, będę miał z Tobą do czynienia?- zapytałem z ironicznym uśmiechem.
-Tak, właśnie tak- odpowiedział.
Powstrzymałem parsknięcie, żeby nie zranić Jasona, bo nieskromnie mówiąc, nie miał ze mną szans.
-Spokojnie- powiedziałem do niego.
Mijały nas właśnie dwie blondynki, które spoglądając na nas, uśmiechały się pod nosem. Podążyłem za nimi wzrokiem odwracając głowę.
-Widzisz?! O to mi właśnie chodzi. Nie jesteś godny zaufania, więc daj Vic spokój- powiedział niemalże na mnie wrzeszcząc.
-Kurwa, uspokój się. To, że zauważam ładne dziewczyny nie oznacza, że jestem zimnym skurwielem. Myślisz, że nie mam uczuć? Że tylko jedno mi w głowie? Jeżeli tak, nie nazywaj siebie moim przyjacielem. A Victorii nie skrzywdzę, jest dla mnie ważna. Inaczej nie zawracałbym sobie głowy jakimiś amorami. Jeżeli ona sama powie, że mam się od niej odczepić- zrobię to, ale Ty nie masz w tej sprawie nic do gadania- wycedziłem zaciskając dłonie w pięści.
Wyciągnąłem paczkę papierosów i odpalając jednego, zaciągnąłem się mocno. Zirytował mnie ten wybuch gniewu Jasona. Kim on jest, by mi prawić morały?
-Justin, dobrze wiesz, że chodzi mi jedynie o jej szczęście- powiedział wzruszając ramionami.
-Szczęście tu, szczęście tam. Dlaczego nikt nie dba o MOJE szczęście? Każdy ma do mnie pretensje nie zważając na to, że ja też mógłbym napisać moją listę skarg. Bóg nie jest wobec mnie łaskawy, ale staram się nie użalać nad sobą, bo to nie ma sensu. Wiem, jak zapewnić bezpieczeństwo i SZCZĘŚCIE  Victorii, więc nie pouczaj mnie.
Kilka osób odwróciło głowy w naszą stronę zaciekawione o co się kłócimy. Teraz nie zwracałem na to uwagi.
-Bieber, nie chcę się z Tobą kłócić. Wiem, że nie masz łatwo, ale postaw się na moim miejscu- powiedział z wyraźną skruchą w głosie.
-Kto Ci kazał ze mną porozmawiać na ten temat?- zapytałem wypranym z emocji głosem wypuszczając dym z płuc.
-Nikt mi nie…- zaczął, lecz przerwałem mu w połowie zdania.
-Kto Ci kazał ze mną pogadać?
Odwróciłem się w jego stronę, lecz na drewnianej ławce w parku nie siedziało się zbyt komfortowo, więc kręciłem się w z jednej pozycji na drugą, aby tylko znaleźć tą najwłaściwszą.
Jason opuścił ramiona i odpowiedział tak cicho, jakby szeptał.
-Megan.
Nie mogąc się powstrzymać, zaśmiałem się głośno z jego bezradności i podporządkowywaniu się jakiejś irytującej, piszczącej dziewczynie.
-Jason, jesteś taki dziwny. Pozwalasz by jakaś laska dyktował Ci, co masz robić? Dlaczego sama ze mną o tym nie porozmawia?- zapytałem nadal się śmiejąc.
-Wiesz jaką mi awanturę zrobiła? Ni odzywa się do mnie od tygodnia- powiedział wytrzeszczając oczy.
Zachowywał się jak piesek. Robi wszystko, co ona mu każe. Nie ma swojego zdania, nie wyraża swojej opinii. A może ma te samo zdanie co ona?
-Daj mi swój telefon- powiedziałem gasząc niedopałka butem.
-Co!? Po co?- zapytał a jego głos podniósł się o oktawę wyżej.
-Zaufaj mi- powiedziałem wyciągając rękę.
Niechętnie podał mi swojego iPhone’a, a ja w kontaktach znalazłem numer Megan. Już otwierał usta w proteście, ale powstrzymałem go ruchem dłoni.
Megan odebrała po trzecim sygnale.
-Halo?- zapytała swoim piskliwym głosikiem.
-Cześć, Megan, tu Justin.
Cisza.
-Dzwonię,  żeby powiedzieć, że nie masz się czego obawiać, nie skrzywdzę Victorii, możesz być pewna. Nie musisz też napuszczać na  mnie Jasona, bo nie ma ku temu powodu. A i proszę, zlituj się nad nim i zacznij z nim rozmawiać. Prawie mi się tu popłakał- powiedziałem z uśmiechem.
Jason uderzył mnie w ramię, ale nie poczułem bólu.
-Bieber, nie wiem co o tym sądzić. Ty jesteś…- powiedziała po dłuższej chwili.
-No jaki?- zapytałem.
-Tatuaże i te sprawy. Zły, niegrzeczny chłopiec. Błagam Cię.
-Megan, daj mi szanse.
-Mogę Ci zaufać?- zapytała niepewnie.
-W stu procentach- powiedziałem nadal się uśmiechając.
Rozśmieszała mnie ta ich przesadna troska o Victorię. W końcu sama potrafiła o siebie zadbać, ale nie mogłem mieć o to do nich pretensji. Martwią się, to zrozumiałe. Przecież pojawia się jakiś gość niewiadomo skąd i adoruje ich najlepszą przyjaciółkę. Też bym się martwił.
-Nie spieprz tego, rozumiesz? Bo osobiście się na Tobie zemszczę- powiedziała tonem głosu, który zapewne miał mnie przestraszyć. Dziwnie to zabrzmiało w duecie z jej piskliwym sopranem.
-Tak, tak, wiem. Dostanę w mordę.
-Dokładnie- powiedziała.
-Będę miał się na baczności. Chyba Twój chłopak chce z Tobą porozmawiać. To na razie- powiedziałem i oddając telefon Jasonowi, pomachałem mu na pożegnanie.
Posłał mi mrożące krew w żyłach spojrzenie. Chyba nie jest zadowolony z mojej rozmowy z jego dziewczyną. Ale teraz miałem to gdzieś. Postanowiłem skupić się na Victorii i przy okazji nie zjebać jej życia.


-Rozmawiałem dzisiaj z Jasonem- powiedziałem pochylając się nad gitarą, którą od kilku dni dotykałem nad wyraz często.
-O czym?
Victoria siedziała po turecku na moim łóżku skupiona na zadaniu domowym z matematyki. Stwierdziła, że woli to zrobić szybko teraz, niż siedzieć do późna nad lekcjami, albo w ogóle ich nie zrobić. Pasowała mi taka swoboda z jej strony. Zabrałem ją do siebie od razu, kiedy wróciłem z parku. Nie miałem pomysłu, siły ani ochoty na coś specjalnego i wyjątkowego, więc spędzenie popołudnia w moim pokoju wydawało mi się dobrym pomysłem. Zwłaszcza, kiedy Ryan jest u Jennifer. Żyć nie umierać.
-Hm, o Tobie- powiedziałem przyglądając się jej w skupieniu czekając na reakcję.
Podniosła momentalnie głowę i zaskoczona otworzyła szeroko oczy.
-Jak to… o mnie?
-Jason, a raczej Megan martwią się, że Cię skrzywdzę. Na początku myślałem, że zaraz się z nim  pobiję, ale cały ten pomysł wyszedł od Twojej przyjaciółki. Postraszyli mnie, że będę miał złamaną szczękę, jeśli zrobię coś nie tak- powiedziałem wzruszając ramionami, tak, jakby codziennie ktoś mi groził pobiciem. Normalka.
-Bardzo Cię przepraszam. Nie wiem co im strzeliło do głowy- powiedziała słabym głosem.
Była tak krucha. Jak lalka z porcelany. Musiałem o nią dbać najlepiej jak potrafiłem.
-Nie masz mnie za co przepraszać, Księżniczko. Raczej im podziękować. Gdybym był na ich miejscu, pewnie postąpiłbym tak samo. Boją się, że będziesz przeze mnie płakać.
-A będę?- zapytała cicho odkładając zeszyt na bok. Miałem wrażenie, że bała się tego, co jej przyjaciele. Bała się, że ją skrzywdzę.
Oparłem gitarę o ścianę obok fotela, na którym siedziałem. Wstałem i podszedłem do niej pospiesznie. Usiadłem obok niej, a ona patrzyła na mnie wielkimi oczami.
-Victoria, obiecuję Ci, że nigdy nie będziesz przeze mnie płakać. Nie skrzywdzę Cię, nigdy. Rozumiesz? Jesteś dla mnie zbyt cenna- powiedziałem wtulając lewą dłoń w jej policzek.
-Jaką mam pewność?- zapytała.
-Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?- zapytałem cicho splatając nasze dłonie na łóżku.
-Liczę  na Twoją kreatywność- powiedziała uśmiechając się lekko.
Tego się obawiałem. Obawiałem się, że ma wątpliwości. Nie chciałem jej rozczarować.
Wstałem z łóżka i zabierając gitarę, ponownie na nim usiadłem. Victoria spoglądała co chwilę to na mnie, to gitarę, ciekawa co zrobię.
-Czy po tym będziesz miała wątpliwości?- zapytałem i zacząłem grać.

If I was your boyfriend, never let you go
Keep you on my arm girl, you’d never be alone
I can be a gentleman, anything you want
If I was your boyfriend, I’d never let you go, I’d never let you go*


Kiedy skończyłem, Victoria  patrzyła na mnie z taki uczuciem, że od razu przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele.
Nadal trzymałem gitarę na kolanach, ale odłożyłem ją na podłogę, by pochylić się w stronę dziewczyny. Nasze usta się zetknęły, bo nie chcąc jej przestraszyć, chciałem złożyć na jej pełnych wargach lekki pocałunek. Jednak ona miała inne plany. Zawiesiła mi ręce na szyi i zaczęła namiętnie całować. Nie musiała długo czekać na moją reakcję. W tym pocałunku było tyle niewypowiedzianych słów. Przyrzeczenia, obietnice, głównie moje. Bo to ja musiałem jej udowodnić, że się nadaję, że jej nie skrzywdzę, że jestem prawdziwym mężczyzną. Chciałem jej pokazać, że jest ważna. Starałem się nie posuwać się za daleko, bo w końcu nie jesteśmy jeszcze parą, lecz czułem, że moje wargi miażdżą jej z ogromną siłą. Ona pochłaniała mnie łapczywie, nie zważając na konsekwencje.
Kiedy się od siebie odsunęliśmy, oboje dyszeliśmy głośno. Patrzyłem na Victorię roześmianymi oczami, ale ona wyraźnie speszona przyglądała się swoim dłoniom.
-Co to za piosenka? Nigdy jej nie słyszałam- powiedziała, kiedy splotłem jej palce z moimi.
-Bo wczoraj ją napisałem. Na razie w pełni skończony jest tylko refren, ale już pracuję nad zwrotkami. Wczoraj Ryan obudził mnie w nocy, więc nie mogąc zasnąć coś tam wymyśliłem. Po za tym już wcześniej chciałem w końcu coś napisać- powiedziałem wzruszając ramionami.
-Kiedy nie możesz zasnąć piszesz piosenki?- zapytała uśmiechając się pod nosem.
-Można tak powiedzieć.
-Masz coś jeszcze?- zapytała z nadzieją w głosie.
-Księżniczko, nie tak szybko. Spokojnie, usłyszysz jeszcze nie jedną piosenkę. Jeśli chcesz mogę Ci śpiewać codziennie- powiedziałem ujmując ją pod brodę.
Spojrzałem jej głęboko w oczy próbując coś znaleźć. Od dłuższego czasu szukałem jakiegoś znaku, że jeszcze nie wszystko stracone, że cos się liczy. I wtedy zrozumiałem, że to Victoria jest tym wszystkim czego szukałem. Jeszcze przed nikim się tak nie otworzyłem. Jeszcze nikogo nie traktowałem tak jak jej. Wcześniej każdy był dla mnie tylko przypadkową osobą, przypadkowe znajomości, nic więcej. Teraz poczułem, że chyba świat nie jest taki zły, skoro spotkałem cel mojej podróży. I to jaki cel.
Byłą taka piękna. Urocza z zarumienionymi policzkami i słodkim chichotem. Zielone oczy błyszczały jej z podekscytowania. Co z tego, że znamy się krótko? Zaryzykuję.
-Can i be your boyfriend?- zapytałem nadal patrząc jej w oczy, a ona w moje.
-Czy to tekst piosenki?- zapytała uśmiechając się szeroko.
-Victorio Anne Collins, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i zechcesz być moją wybranką serca?- zapytałem z poważną miną.
Victoria patrzyła na mnie w ciszy przez chwilę. Ta chwila wydawała się trwać wiecznie.
-Prosisz mnie o rękę, czy o bycie Twoją dziewczyną?- zapytała z uśmiechem.
-Na razie liczę na to, że będziemy parą, ale kiedyś… czemu nie- powiedziałem i puściłem jej perskie oko, a ona zachichotała.
-Hmm… Daj mi pomyśleć- powiedziała pukając palcem po brodzie.
Czekałem wytrwale nie odzywając się nawet słowem.
-Justin Bieber- mój chłopak. Brzmi nieźle, prawda?- zapytała uśmiechając się do mnie.
-Błagam, Victoria. Nie drocz się ze mną- powiedziałem coraz bardziej zestresowany.
-Tak- powiedziała tylko.
Podskoczyłem nagle na łóżku.
-Tak znaczy tak, że nie będziesz się ze mną droczyć, czy…- zacząłem przygryzając wargę.
-Tak, Justin, zostanę Twoją dziewczyną.
-Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym chłopakiem w całym Nowym Jorku- powiedziałem i pocałowałem ją, chcąc oddać cześć najwspanialszej dziewczy
nie, którą jest właśnie ona.

*
Gdybym był twoim chłopakiem, nigdy bym Cię nie opuścił.
Trzymałbym Cię w moich ramionach, dziewczyno. Nigdy nie byłabyś samotna.
Mogę być gentlemanem, kimkolwiek chcesz.
Gdybym był twoim chłopakiem, nigdy bym Cię nie opuścił.

________________
jak wam się podoba nowy rozdział? moim zdaniem jest mega. no i w dodatku są już parą.
mogę zdradzić, że będzie się dużo działo.
co do bloga. na Twitterze piszę kiedy dodaje nowy rozdział, albo co będzie się działo. możecie też w komentarzach podać swoje aski, to będę was informować.  a oto mój tt: Twitter
proszę też o komentarze.
nie zapominajcie o mnie, kocham was. 

5 komentarzy:

  1. No no przeczytałam wszystkie rozdziały *.* I jestem zadowolona :P Fajnego ma przyjaciela Jason :D Hah i ogólnie fajnie oni są fajni <3

    Zapraszam do mnie :)

    Fanfiction o Demi, Niallu, Miley, Zaynie, Selenie i Justinie :) Pojawia się również Rihanna :D
    Chłopacy spędzają urodziny Nialla w klubie burleski gdzie tańczą Miley i Demi.Jakie pytanie męczy Zayna po zobaczeniu występu dziewcząt ? :D Co stanie się Demi ? I co Justin kombinuje ?

    PRZECZYTAJ i się dowiedź ♥

    http://burlesqueclublosangelesff.blogspot.com/

    @KsiezniczkaJusa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <3 Ciekawe co będzie dalej czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu jaki słodki ten rozdział <3 Czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  4. jejku jejku kocham ten rozdzial. fjvurhvf w koncu sa razem <3333
    czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega blog <3 kocham ich :D megaaaa *_* czekam na więcej !

    OdpowiedzUsuń