piątek, 18 kwietnia 2014

11

Zmywając naczynia w kuchni, nuciłam piosenkę Justina. Od pewnego czasu krążyła  moich myślach. Przypominała mi, że zaznałam aż za dużo szczęścia. To śmieszne, że w tym momencie ktoś umiera, płacze,  a ja sobie śpiewam. Wsłuchiwałam się w swój głos, kiedy do mojego mieszkania weszła Megan. Może zapomniałam zamknąć drzwi? Nie zdawałam sobie  z tego sprawy.
Trzymając w ręce talerz pełen piany, przywitałam ją uśmiechem, lecz po chwili zrzedła mi mina. Przyjaciółka była cała roztrzęsiona. Oczy miała rozbiegane, ale doszukałam się w nich pełno współczucia. To spojrzenie o czymś mi przypominało. Takim spojrzeniem obdarowywano mnie, gdy zmarła mama.
-Victoria, Justin…
Nie dokończyła zdania, bo z moich dłoni wypadł talerz tłukąc się na podłodze. Nawet nie spojrzałam w dół, chociaż czułam, że odłamki szkła boleśnie wbijają mi się w stopy.
-Co mu jest!?- zapytałam podniesionym o oktawę wyżej głosem.
Stałam cały czas w bezruchu, tylko moje oczy wpatrywały się w Megan, doszukując się w nich zapewnień, że nic mu się nie stało. Chwila do momentu, w którym dziewczyna mi odpowiedziała zdawała się trwać wiecznie.
-Justin jest w szpitalu.
Wiedziałam, że stara się to przekazać najdelikatniej jak potrafi, ale i tak przeszył mnie niewyobrażalny ból. Miałam ochotę położyć się na podłodze wśród szkła, objąć się ramionami i nigdy nie wstać. Czułam się tak, jakby ktoś zabrał mi płuca i serce. Oddychałam spazmatycznie, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.
-Victoria, musimy jechać- powiedziała podchodząc do mnie powoli.
Połowa mojego ciała rwała się do tego, żeby jak najszybciej znaleźć się przy Justinie, sprawdzić co mu jest i przy nim czuwać. Natomiast druga strona mnie, chciała zamknąć się w swoim pokoju wmawiając sobie, że to wszystko nieprawda.
Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w samochodzie. Z zawrotną prędkością mknęłyśmy ulicami Nowego Jorku. Megan cały czas coś do mnie mówiła, nic jednak do mnie nie docierało. Wpatrywałam się w przednią szybę niewidzącym spojrzeniem, a w głowie nadal pobrzmiewała mi piosenka Justina.
-Vic, chodź- powiedziała przyjaciółka, a widok szpitala podziałał na mnie jak sole trzeźwiące.
Otępienie zepchnęłam na bok, lecz bolesna pustka nadal ze mną pozostała. Ruszyłam szybkim krokiem, a raczej pobiegłam do szpitala. Megan  nagle się rozpłynęła, ale to nie było dla mnie ważne.
Weszłam do środka i w recepcji zapytałam, gdzie jest mój chłopak. 4 proste słowa zabolały jak ostrza żyletek. „Gdzie leży Justin Bieber?”. Czułam się tak, jakbym odwiedzała go w kostnicy, nie w szpitalu. Biegłam przez korytarze trącając ludzi, lub gubiąc się po drodze. Czułam, że łzy napływają mi do oczu. Przetarłam pojedyncze krople spływające mi po policzku, wierzchem dłoni. Nie chciałam by ktokolwiek oprócz mnie, wiedział jak cierpię.
W końcu odnalazłam odpowiednią salę. Weszłam do środka, a wtedy nie mogłam się powstrzymać. Cichy płacz przerodził szloch, który odbijał się echem od ścian.
Justin leżał nieprzytomny na łóżku, a do niego podłączona była aparatura sprawdzająca puls. Miarowe pikanie na chwilę mnie uspokoiło, ale tylko na chwilę. Stałam nad szpitalnym łóżkiem cała się trzęsąc, by po chwili usiąść na jego skraju. Przytuliłam jego lewą dłoń do mojego policzka szlochając, a wtedy przed oczami stanęły mi obrazy z okresu naszej znajomości.
Przerażające spojrzenie Justina ratującego mnie z opresji, ja wtulona w jego ramiona, cichy szept naszych poruszających się synchronicznie warg podczas pocałunków, Justin śpiewający piosenkę, jego śmiech w restauracji, stres w jego oczach, kiedy wyznawał mi miłość, karmelowe tęczówki, w których się zakochałam. Wszystkie obrazy zakończył widok mojego ukochanego w szpitalu.
Nagle jego puls przyspieszył, a on powoli otworzył oczy. Spod jego na wpół przymkniętych powiek dostrzegłam ulgę.
-Justin!- krzyknęłam, a on ścisnął mi dłoń.
Aparatura szalała, kiedy  wsparty na łokciach próbował się podnieść. W końcu się poddał i charcząc głośno, wypowiedział jedno słowo słabym głosem.
-Przepraszam.
Wtedy moich uszu dobiegł tylko jeden ciągły sygnał, oznaczający, że jego serce przestało bić.

Obudziłam się z okrzykiem przerażenia. Cała drżałam i kołysałam się w przód i w tył dla uspokojenia. Zacisnęłam powieki i powtarzałam sobie cicho:
-To był tylko sen.
Rozejrzałam się dookoła i zdałam sobie sprawę, że jest środek nocy. Za oknem słyszałam przejeżdżające samochody, świst wiatru i krople deszczu uderzające o szybę. Mimo to, nie mogłam się uspokoić. Kiedy tylko próbowałam doprowadzić do porządku swój oddech, przypominały mi się sceny z mojego koszmaru.
Nie mogłam znieść myśli, że tak przecież też może się zdarzyć. Że kolejny raz stracę osobę, którą kocham. Przygryzłam dolną wargę, a do moich oczu napłynęły łzy. Pociągałam nosem, a nieme łkanie na powrót zrodziło się w przerażające szlochanie. Zanosiłam się płaczem, dławiłam łzami i nic nie mogłam na to poradzić. Chyba zawsze będę skazana na niepowodzenie. Żeby nie obudzić śpiącego za ścianą taty, płakałam w poduszkę. Przez kilka minut próbowałam się uspokoić, ale bezskutecznie. Wiedziałam, że bez zapewnień, że Justin jest bezpieczny, nie zasnę.
Zapaliłam lampkę nocną i drżącymi rękami zabrałam iPhone’a z szafki obok łóżka. Zegarek pokazywał 2:30 więc nie spodziewałam się, że Justin odbierze. Przygryzając paznokcie liczyłam sygnały. Po trzecim, usłyszałam melodyjny i ani trochę zaspany głos ukochanego. Nawet się nie zastanawiałam dlaczego o tej porze nie śpi, chociaż w tle słychać było klaksony samochodów i podmuchy wiatru.
-Halo?- zapytał.
Kiedy moich uszu dobiegł tak dobrze znany mi kojący głos, na powrót stałam się kupą nieszczęścia. Szlochałam do telefonu nie wiedząc, czy ze szczęścia, czy po prostu dalej jestem pod wpływem przerażającego snu.
-Victoria, co się stało!?- zapytał przerażony.
Próbowałam mu odpowiedzieć, ale każda próba złożenia w całość kilku słów kończyła się fiaskiem.
-Justin…
Nie mogłam dokończyć zdania, bo płacz wszystko niszczył. Wiedziałam, że tak szybko się nie uspokoję.
-Kochanie, co się stało?- zapytał coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałam, że otwiera drzwi do samochodu, czyli zamierzał do mnie przyjechać. Właśnie to miało mi pomóc.
-Przyjedź- powiedziałam i bez słowa więcej, rozłączyłam się.
Byłam pewna, że w tej chwili Justin odpalając papierosa, jedzie by sprawdzić co mi jest. Nie obchodziło mnie to, że jestem cała spuchnięta od płaczu, przemoczona od łez, bez makijażu i w rozsypce. Gdy tylko go zobaczę, cały mój świat na powrót będzie miał sens.
Po śmierci mamy, przez kilka miesięcy budziłam się z płaczem, więc taka reakcja w ogóle mnie nie zdziwiła. Nie potrafiłam poradzić sobie z pustką we mnie samej. Dopiero kilka tygodni przed poznaniem Justina, mogłam spokojnie spać. Zawsze śniła mi się scena, gdy informowano mnie o jej śmierci. Nie chciałam kiedykolwiek na powrót usłyszeć z czyichś ust, że najważniejsza osoba zostawiła Cię na zawsze.
Czekając na Justina, próbowałam wyrównać swój oddech. Kiedy tylko mi się udawało, po chwili znowu wracałam do poprzedniego stanu. Zostawiłam zapaloną lampkę nocną jak małe dziecko po złym śnie i z telefonem w ręku, zakryłam się kołdrą.
Straciłam poczucie czasu, więc po kilku minutach, a może po kilku godzinach usłyszałam, jak coś drapie w szybę. Natychmiast znieruchomiałam, a nawet przestałam oddychać, nasłuchując. Wmawiałam sobie, że to gałąź zaczepiła o okno, co było niemożliwe, bo w pobliżu mojego bloku nie było żadnych drzew. Kiedy drapanie nie ustąpiło, tylko nabrało na sile, usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Odebrałam natychmiast, żeby tajemnicze Coś za oknem nie zorientowało się, że jestem pod kołdrą.
-Justin, coś jest na balkonie. Gdzie Ty jesteś? Ja zaraz dostanę zawału- pożaliłam się mojemu chłopakowi.
Usłyszałam, że głośno wypuszcza powietrze z ust i zirytowany odpowiedział:
-To ja. Możesz wstać i otworzyć mi okno? Nie chcę narzekać, ale pada deszcz, jest mi zimno, a Ty się chowasz.
Poczułam, że na moją twarz wstępują jak zwykle nieodłączne rumieńce. Wygramoliłam się spod kołdry i dumnym krokiem podeszłam do okna. Gdy tylko je otworzyłam, do mojego pokoju wleciało chłodne powietrze przyprawiające mnie o gęsią skórkę.
Justin wszedł do środka, a z jego czarnej kurtki kapała woda. Przytulił mnie mocno do siebie, i nie zważając na nic, po prostu płakałam mu w i tak mokrą już koszulkę. Staliśmy tak kilka minut. Żadne z nas się nie odezwało, ja płakałam a Justin gładził mnie ręką po plecach. Kiedy trochę się uspokoiłam, wspięłam się na palcach i pocałowałam go w usta tak namiętnie, że sama siebie nie poznawałam. Justin był trochę zaskoczony, ale nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Zarzuciłam mu ręce na szyję i nogi na biodra, a on podnosząc mnie, przeniósł na łóżko. Całując, dotykałam go po klatce piersiowej, barkach, muskałam ustami jego skroń, policzki, szyję. Wszystko po to, żeby mieć pewność, że nic mu nie jest, jest tu ze mną cały i zdrowy. Justin znalazł się nade mną i odrywając się od moich ust, zaczął kąsać mnie po żuchwie, szyi. W końcu odsunęłam się od niego, a Justin opadł obok mnie. Oboje oddychaliśmy nierówno, jak po przebiegnięciu maratonu, ale to było przyjemne zmęczenie.
-Skoro fundujesz mi takie powitanie, powinienem częściej zakradać się do Ciebie w nocy-szepnął mi do ucha, by po chwili je przygryźć.
Zadrżałam, a jego dłonie przecierały drogę po mojej koszulce.
-Justin, mój tata śpi- powiedziałam.
-Będziemy cicho- szepnął muskając ustami zarys mojej szczęki.
Przeniosłam się do pozycji siedzącej, a on westchnął.
-Przez Ciebie całe moje łóżko jest mokre- powiedziałam stanowczo.
Justin wstał i ściągnął kurtkę. Rzucił ją na fotel i patrzył co rusz to na mnie, to na jego mokrą koszulkę.
-Chyba będziesz musiał się tego pozbyć- rzuciłam zaczerwieniona.
Justin uśmiechnął się zawadiacko i rzucił koszulkę w kąt. Marne światło lampki nocnej nie ukazywało jego  mięśni w pełnej krasie. Byłam ciekawa ile czasu zajęło mu wyrobienie takiej muskulatury.
Chłopak usiadł znowu obok mnie i potrącił mnie nosem.
-Teraz mi powiedz, co się stało.
-Miałam zły sen- powiedziałam cicho szykując się na kolejną falę płaczu, która ku mojemu zaskoczeniu nie nastąpiła.
-Chcesz  mi go opowiedzieć?- zapytał.
-Może jutro.
Położyłam się na łóżku, a Justin obok mnie. Leżeliśmy przytuleni wsłuchując się w nasze oddechy. Po kilku minutach zabrałam głos.
-Co robiłeś o tej porze na mieście?
Przez kilka sekund w ogóle się nie odzywał. Wypuścił głośno powietrze z ust i wplątując sobie kosmyk moich blond włosów w palce, wpatrywał się we mnie dziwnie. W jego oczach dostrzegłam podejmowaną decyzję, niepewność, ale też nieskrywane uczucie.
-Nie mogłem spać, więc postanowiłem się przewietrzyć. Ryan chrapał tak głośno, że nie dało się wytrzymać- powiedział miękkim barytonem.
Zachichotałam cicho, a on dalej się we mnie wpatrywał. Czułam, że jestem już czerwona jak burak. Byłam jak otwarta księga, wszystko można było wyczytać z mojej twarzy.
-Victoria?- zapytał.
-Justin- powiedziałam ziewając cicho.
Byłam już zmęczona. Nie wiem która była godzina, ale pewnie za chwilę miało wstać słońce.
Prawą dłonią zmierzwiłam jego wilgotne włosy. Zawsze były perfekcyjnie ułożone i takie miękkie.
-Bardzo jesteś zmęczona?- zapytał cicho.
-Nie za bardzo- skłamałam, co udowodniło moje głośne ziewnięcie.
Oczy dosłownie same mi się zamykały, ale nie chciałam, żeby Justin mnie opuszczał.
-Kocham Cię- usłyszałam z jego ust.
-Tak samo jak ja Ciebie.
-Czym sobie zasłużyłem na takie szczęście?- zapytał sam siebie.
-To ja mam go aż za dużo- rzuciłam i po raz kolejny ziewnęłam leniwie.
Mój ukochany jeszcze coś powiedział, ale moje powieki opadły i zapadłam w sen, tym razem już bez koszmarów.

-Victoria, wstałaś już?- usłyszałam za drzwiami.
Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam porozwalane ubrania Justina, a jego obok mnie. Natychmiast w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. A co,  jeśli tata tu wejdzie? Co sobie pomyśli? Na bank będę uziemiona do końca życia.
-Tak, wstałam- krzyknęłam, a chłopak obok mnie niespokojnie się poruszył.
Spanikowana, wstałam szybko i szturchnęłam go w ramię. Przekręcił się na bok, mamrocząc coś niezrozumiałego.
-Justin, wstawaj- pisnęłam.
Za chwilę mój tata wejdzie do mojego pokoju, jak zwykle rano. I co ja miałam teraz zrobić?
Justin nie zareagował, więc szturchając go co rusz wymawiałam jego imię coraz bardziej zirytowana.
-Człowieku, rusz się. Mój tata już tu idzie- powiedziałam, kiedy w końcu otworzył oczy.
Nawet zaspany wyglądał nieziemsko.
-Co!?- krzyknął od razu wstając.
-Cicho bądź. Zmywaj się- pisnęłam.
Usłyszałam kroki w stronę mojego pokoju.
-Jak niby mam wyjść?- zapytał.
W mojej głowie odtworzyła się jakaś scena z tandetnej komedii romantycznej, którą kiedyś oglądałam. Justin nie mógł teraz wyjść przez okno, a co miałam z nim zrobić?
-Właź do szafy- powiedziałam zbierając jego ubrania leżące na fotelu i podłodze.
Chłopak stanął i spojrzał na mnie marszcząc brwi.
-Żartujesz, prawda?- zapytał.
Popchnęłam go pod ścianę i otwierając szafę, wepchnęłam do środka i włożyłam tam jego kurtkę i koszulkę. Stał zszokowany, prawdopodobnie pierwszy raz ukrywając się w szafie.
-Kocham Cię, bądź grzeczny- rzuciłam i cmoknęłam go w usta.
W ostatniej chwili zamykając drzwiczki, bo do mojego pokoju bezceremonialnie wszedł mój tata. Nigdy nie potrafi zapukać, chociaż mam już 17 lat. Ubrany w mundur, zapewne za chwilę wychodził do pacy.
-Masz jakieś plany na dzisiaj?- zapytał.
Podrapałam się po głowie, próbując wymyślić coś sensownego.
-Mam dzisiaj dużo nauki. Pewnie Megan do mnie przyjedzie.
-W porządku. Idę do pracy, do zobaczenia- rzucił i zamknął drzwi.
Stałam i nasłuchiwałam aż dźwięk ciężkich butów strażaka zniknie na klatce schodowej. Kiedy usłyszałam, że zamyka drzwi wejściowe na klucz, odetchnęłam z ulga. Od razu podeszłam do nieszczęsnej szafy i powitał mnie widok poirytowanego Justina.
-Nie wierzę, że chowałem się w szafie- powiedział nakładając na siebie szarą koszulkę.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz- rzuciłam,  z uśmiechem wzruszając ramionami.
Justin założył buty i odpalił papierosa. Nie rozumiałam dlaczego był taki zdenerwowany. Trochę mnie to przerażało. Tak długo było między nami dobrze, pierwsza kłótnia musiała nastąpić.
-Dlaczego jesteś zły?- zapytałam siadając obok niego.
-Jesteśmy razem trzy tygodnie, a ja muszę ukrywać swoją obecność przed Twoim tatą. Nie uważasz, że powinnaś go poinformować, że taki ktoś jak ja istnieje? Nie mamy 13 lat, Victoria, błagam- powiedział mocno się zaciągając.
-Powiem mu- szepnęłam.
-Kiedy?
-W najbliższym czasie- powiedziałam, bawiąc się koszulką.
-Dzisiaj wieczorem przyjadę do Ciebie na kolację, w czasie której przedstawisz  mnie swojemu tacie- powiedział tak, jakby wydawał rozkaz, ale dla mnie to była kara śmierci.
Mój tata niczego nie rozumie, ani nawet nie próbuje zrozumieć. Całe jego życie kręci się wokół straży pożarnej i  meczu baseballu.
-Wiesz w jakiej sytuacji mnie stawiasz?- wrzasnęłam.
-No w jakiej?- zapytał wypuszczając dym z płuc.
Nie odezwałam się słowem, tylko chodziłam w tę i z powrotem.
-Jeżeli traktujesz nasz związek poważnie, to nie będzie dla Ciebie problem- powiedział.
Największym problemem było wyjawienie to tacie. Nigdy jeszcze nie miałam chłopaka, nie wiedziałam jak się do tego zabrać, ale wiedziałam, że jeżeli sama tego nie zrobię, Justin mnie wyręczy.
-Czekam na Ciebie o 18. Tylko wejdź drzwiami, nie oknem. 

9 komentarzy:

  1. tak sie balam jak sie Juju byl w szpitalu. dobrze ze to tylko sen ;-;
    jak kochanek z szafy xdd
    kocham <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne opowiadanie
    informuj mnie prosze
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale sie wystraszyłam że on umarł...ale to tylko sen na szczęście :) czekam na nn xx
    @_swaggy1994

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejciu strasznie się przestraszyłam poczatku...ale to tylko zły sen...Fajne to było jak kazała mu schować się w szafie hahah.A jeszcze lepsze jak bała się drapania w szybe a to był Justin <3.Bałam się że on umarł!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne !! Czekam na next !! *.* /@_TommoKiss

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski blog ! Czekam na następny rozdział ! Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu !! *.*.*.*.*.*.*.*.* cuuudo !! Czekam na next <3 *.* /@_TommoKiss

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjny ! *_*
    Nie mogę doczekać się nexta ! <3
    Kocham to! *.* <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, nie jestem wielką fanką Justin'a ale twój blok jest zajebisty. Tak się zaczytałam że chciałam już kolejny rozdział a tu nie ma :/
    szkoda, bardzo mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń