Zmywając
naczynia w kuchni, nuciłam piosenkę Justina. Od pewnego czasu krążyła moich myślach. Przypominała mi, że zaznałam
aż za dużo szczęścia. To śmieszne, że w tym momencie ktoś umiera, płacze, a ja sobie śpiewam. Wsłuchiwałam się w swój
głos, kiedy do mojego mieszkania weszła Megan. Może zapomniałam zamknąć drzwi?
Nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Trzymając w ręce talerz pełen piany, przywitałam ją uśmiechem, lecz po chwili
zrzedła mi mina. Przyjaciółka była cała roztrzęsiona. Oczy miała rozbiegane,
ale doszukałam się w nich pełno współczucia. To spojrzenie o czymś mi
przypominało. Takim spojrzeniem obdarowywano mnie, gdy zmarła mama.
-Victoria, Justin…
Nie dokończyła zdania, bo z moich dłoni wypadł talerz tłukąc się na podłodze.
Nawet nie spojrzałam w dół, chociaż czułam, że odłamki szkła boleśnie wbijają
mi się w stopy.
-Co mu jest!?- zapytałam podniesionym o oktawę wyżej głosem.
Stałam cały czas w bezruchu, tylko moje oczy wpatrywały się w Megan, doszukując
się w nich zapewnień, że nic mu się nie stało. Chwila do momentu, w którym
dziewczyna mi odpowiedziała zdawała się trwać wiecznie.
-Justin jest w szpitalu.
Wiedziałam, że stara się to przekazać najdelikatniej jak potrafi, ale i tak
przeszył mnie niewyobrażalny ból. Miałam ochotę położyć się na podłodze wśród
szkła, objąć się ramionami i nigdy nie wstać. Czułam się tak, jakby ktoś zabrał
mi płuca i serce. Oddychałam spazmatycznie, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona
na brzeg.
-Victoria, musimy jechać- powiedziała podchodząc do mnie powoli.
Połowa mojego ciała rwała się do tego, żeby jak najszybciej znaleźć się przy
Justinie, sprawdzić co mu jest i przy nim czuwać. Natomiast druga strona mnie,
chciała zamknąć się w swoim pokoju wmawiając sobie, że to wszystko nieprawda.
Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w samochodzie. Z zawrotną prędkością
mknęłyśmy ulicami Nowego Jorku. Megan cały czas coś do mnie mówiła, nic jednak
do mnie nie docierało. Wpatrywałam się w przednią szybę niewidzącym
spojrzeniem, a w głowie nadal pobrzmiewała mi piosenka Justina.
-Vic, chodź- powiedziała przyjaciółka, a widok szpitala podziałał na mnie jak
sole trzeźwiące.
Otępienie zepchnęłam na bok, lecz bolesna pustka nadal ze mną pozostała.
Ruszyłam szybkim krokiem, a raczej pobiegłam do szpitala. Megan nagle się rozpłynęła, ale to nie było dla
mnie ważne.
Weszłam do środka i w recepcji zapytałam, gdzie jest mój chłopak. 4 proste
słowa zabolały jak ostrza żyletek. „Gdzie leży Justin Bieber?”. Czułam się tak,
jakbym odwiedzała go w kostnicy, nie w szpitalu. Biegłam przez korytarze trącając
ludzi, lub gubiąc się po drodze. Czułam, że łzy napływają mi do oczu.
Przetarłam pojedyncze krople spływające mi po policzku, wierzchem dłoni. Nie
chciałam by ktokolwiek oprócz mnie, wiedział jak cierpię.
W końcu odnalazłam odpowiednią salę. Weszłam do środka, a wtedy nie mogłam się
powstrzymać. Cichy płacz przerodził szloch, który odbijał się echem od ścian.
Justin leżał nieprzytomny na łóżku, a do niego podłączona była aparatura
sprawdzająca puls. Miarowe pikanie na chwilę mnie uspokoiło, ale tylko na
chwilę. Stałam nad szpitalnym łóżkiem cała się trzęsąc, by po chwili usiąść na
jego skraju. Przytuliłam jego lewą dłoń do mojego policzka szlochając, a wtedy
przed oczami stanęły mi obrazy z okresu naszej znajomości.
Przerażające spojrzenie Justina ratującego mnie z opresji, ja wtulona w jego
ramiona, cichy szept naszych poruszających się synchronicznie warg podczas
pocałunków, Justin śpiewający piosenkę, jego śmiech w restauracji, stres w jego
oczach, kiedy wyznawał mi miłość, karmelowe tęczówki, w których się zakochałam.
Wszystkie obrazy zakończył widok mojego ukochanego w szpitalu.
Nagle jego puls przyspieszył, a on powoli otworzył oczy. Spod jego na wpół
przymkniętych powiek dostrzegłam ulgę.
-Justin!- krzyknęłam, a on ścisnął mi dłoń.
Aparatura szalała, kiedy wsparty na
łokciach próbował się podnieść. W końcu się poddał i charcząc głośno,
wypowiedział jedno słowo słabym głosem.
-Przepraszam.
Wtedy moich uszu dobiegł tylko jeden ciągły sygnał, oznaczający, że jego serce
przestało bić.
Obudziłam się z okrzykiem przerażenia. Cała drżałam i kołysałam się w przód i w
tył dla uspokojenia. Zacisnęłam powieki i powtarzałam sobie cicho:
-To był tylko sen.
Rozejrzałam się dookoła i zdałam sobie sprawę, że jest środek nocy. Za oknem
słyszałam przejeżdżające samochody, świst wiatru i krople deszczu uderzające o
szybę. Mimo to, nie mogłam się uspokoić. Kiedy tylko próbowałam doprowadzić do
porządku swój oddech, przypominały mi się sceny z mojego koszmaru.
Nie mogłam znieść myśli, że tak przecież też może się zdarzyć. Że kolejny raz
stracę osobę, którą kocham. Przygryzłam dolną wargę, a do moich oczu napłynęły
łzy. Pociągałam nosem, a nieme łkanie na powrót zrodziło się w przerażające
szlochanie. Zanosiłam się płaczem, dławiłam łzami i nic nie mogłam na to
poradzić. Chyba zawsze będę skazana na niepowodzenie. Żeby nie obudzić śpiącego
za ścianą taty, płakałam w poduszkę. Przez kilka minut próbowałam się uspokoić,
ale bezskutecznie. Wiedziałam, że bez zapewnień, że Justin jest bezpieczny, nie
zasnę.
Zapaliłam lampkę nocną i drżącymi rękami zabrałam iPhone’a z szafki obok łóżka.
Zegarek pokazywał 2:30 więc nie spodziewałam się, że Justin odbierze.
Przygryzając paznokcie liczyłam sygnały. Po trzecim, usłyszałam melodyjny i ani
trochę zaspany głos ukochanego. Nawet się nie zastanawiałam dlaczego o tej
porze nie śpi, chociaż w tle słychać było klaksony samochodów i podmuchy
wiatru.
-Halo?- zapytał.
Kiedy moich uszu dobiegł tak dobrze znany mi kojący głos, na powrót stałam się
kupą nieszczęścia. Szlochałam do telefonu nie wiedząc, czy ze szczęścia, czy po
prostu dalej jestem pod wpływem przerażającego snu.
-Victoria, co się stało!?- zapytał przerażony.
Próbowałam mu odpowiedzieć, ale każda próba złożenia w całość kilku słów
kończyła się fiaskiem.
-Justin…
Nie mogłam dokończyć zdania, bo płacz wszystko niszczył. Wiedziałam, że tak
szybko się nie uspokoję.
-Kochanie, co się stało?- zapytał coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałam, że
otwiera drzwi do samochodu, czyli zamierzał do mnie przyjechać. Właśnie to
miało mi pomóc.
-Przyjedź- powiedziałam i bez słowa więcej, rozłączyłam się.
Byłam pewna, że w tej chwili Justin odpalając papierosa, jedzie by sprawdzić co
mi jest. Nie obchodziło mnie to, że jestem cała spuchnięta od płaczu,
przemoczona od łez, bez makijażu i w rozsypce. Gdy tylko go zobaczę, cały mój
świat na powrót będzie miał sens.
Po śmierci mamy, przez kilka miesięcy budziłam się z płaczem, więc taka reakcja
w ogóle mnie nie zdziwiła. Nie potrafiłam poradzić sobie z pustką we mnie
samej. Dopiero kilka tygodni przed poznaniem Justina, mogłam spokojnie spać.
Zawsze śniła mi się scena, gdy informowano mnie o jej śmierci. Nie chciałam
kiedykolwiek na powrót usłyszeć z czyichś ust, że najważniejsza osoba zostawiła
Cię na zawsze.
Czekając na Justina, próbowałam wyrównać swój oddech. Kiedy tylko mi się
udawało, po chwili znowu wracałam do poprzedniego stanu. Zostawiłam zapaloną
lampkę nocną jak małe dziecko po złym śnie i z telefonem w ręku, zakryłam się
kołdrą.
Straciłam poczucie czasu, więc po kilku minutach, a może po kilku godzinach
usłyszałam, jak coś drapie w szybę. Natychmiast znieruchomiałam, a nawet
przestałam oddychać, nasłuchując. Wmawiałam sobie, że to gałąź zaczepiła o
okno, co było niemożliwe, bo w pobliżu mojego bloku nie było żadnych drzew.
Kiedy drapanie nie ustąpiło, tylko nabrało na sile, usłyszałam dzwonek mojego
telefonu. Odebrałam natychmiast, żeby tajemnicze Coś za oknem nie zorientowało
się, że jestem pod kołdrą.
-Justin, coś jest na balkonie. Gdzie Ty jesteś? Ja zaraz dostanę zawału-
pożaliłam się mojemu chłopakowi.
Usłyszałam, że głośno wypuszcza powietrze z ust i zirytowany odpowiedział:
-To ja. Możesz wstać i otworzyć mi okno? Nie chcę narzekać, ale pada deszcz,
jest mi zimno, a Ty się chowasz.
Poczułam, że na moją twarz wstępują jak zwykle nieodłączne rumieńce.
Wygramoliłam się spod kołdry i dumnym krokiem podeszłam do okna. Gdy tylko je
otworzyłam, do mojego pokoju wleciało chłodne powietrze przyprawiające mnie o
gęsią skórkę.
Justin wszedł do środka, a z jego czarnej kurtki kapała woda. Przytulił mnie
mocno do siebie, i nie zważając na nic, po prostu płakałam mu w i tak mokrą już
koszulkę. Staliśmy tak kilka minut. Żadne z nas się nie odezwało, ja płakałam a
Justin gładził mnie ręką po plecach. Kiedy trochę się uspokoiłam, wspięłam się
na palcach i pocałowałam go w usta tak namiętnie, że sama siebie nie
poznawałam. Justin był trochę zaskoczony, ale nie musiałam długo czekać na jego
reakcję. Zarzuciłam mu ręce na szyję i nogi na biodra, a on podnosząc mnie,
przeniósł na łóżko. Całując, dotykałam go po klatce piersiowej, barkach,
muskałam ustami jego skroń, policzki, szyję. Wszystko po to, żeby mieć pewność,
że nic mu nie jest, jest tu ze mną cały i zdrowy. Justin znalazł się nade mną i
odrywając się od moich ust, zaczął kąsać mnie po żuchwie, szyi. W końcu
odsunęłam się od niego, a Justin opadł obok mnie. Oboje oddychaliśmy nierówno,
jak po przebiegnięciu maratonu, ale to było przyjemne zmęczenie.
-Skoro fundujesz mi takie powitanie, powinienem częściej zakradać się do Ciebie
w nocy-szepnął mi do ucha, by po chwili je przygryźć.
Zadrżałam, a jego dłonie przecierały drogę po mojej koszulce.
-Justin, mój tata śpi- powiedziałam.
-Będziemy cicho- szepnął muskając ustami zarys mojej szczęki.
Przeniosłam się do pozycji siedzącej, a on westchnął.
-Przez Ciebie całe moje łóżko jest mokre- powiedziałam stanowczo.
Justin wstał i ściągnął kurtkę. Rzucił ją na fotel i patrzył co rusz to na
mnie, to na jego mokrą koszulkę.
-Chyba będziesz musiał się tego pozbyć- rzuciłam zaczerwieniona.
Justin uśmiechnął się zawadiacko i rzucił koszulkę w kąt. Marne światło lampki
nocnej nie ukazywało jego mięśni w
pełnej krasie. Byłam ciekawa ile czasu zajęło mu wyrobienie takiej muskulatury.
Chłopak usiadł znowu obok mnie i potrącił mnie nosem.
-Teraz mi powiedz, co się stało.
-Miałam zły sen- powiedziałam cicho szykując się na kolejną falę płaczu, która
ku mojemu zaskoczeniu nie nastąpiła.
-Chcesz mi go opowiedzieć?- zapytał.
-Może jutro.
Położyłam się na łóżku, a Justin obok mnie. Leżeliśmy przytuleni wsłuchując się
w nasze oddechy. Po kilku minutach zabrałam głos.
-Co robiłeś o tej porze na mieście?
Przez kilka sekund w ogóle się nie odzywał. Wypuścił głośno powietrze z ust i
wplątując sobie kosmyk moich blond włosów w palce, wpatrywał się we mnie
dziwnie. W jego oczach dostrzegłam podejmowaną decyzję, niepewność, ale też
nieskrywane uczucie.
-Nie mogłem spać, więc postanowiłem się przewietrzyć. Ryan chrapał tak głośno,
że nie dało się wytrzymać- powiedział miękkim barytonem.
Zachichotałam cicho, a on dalej się we mnie wpatrywał. Czułam, że jestem już
czerwona jak burak. Byłam jak otwarta księga, wszystko można było wyczytać z
mojej twarzy.
-Victoria?- zapytał.
-Justin- powiedziałam ziewając cicho.
Byłam już zmęczona. Nie wiem która była godzina, ale pewnie za chwilę miało
wstać słońce.
Prawą dłonią zmierzwiłam jego wilgotne włosy. Zawsze były perfekcyjnie ułożone
i takie miękkie.
-Bardzo jesteś zmęczona?- zapytał cicho.
-Nie za bardzo- skłamałam, co udowodniło moje głośne ziewnięcie.
Oczy dosłownie same mi się zamykały, ale nie chciałam, żeby Justin mnie
opuszczał.
-Kocham Cię- usłyszałam z jego ust.
-Tak samo jak ja Ciebie.
-Czym sobie zasłużyłem na takie szczęście?- zapytał sam siebie.
-To ja mam go aż za dużo- rzuciłam i po raz kolejny ziewnęłam leniwie.
Mój ukochany jeszcze coś powiedział, ale moje powieki opadły i zapadłam w sen,
tym razem już bez koszmarów.
-Victoria, wstałaś już?- usłyszałam za drzwiami.
Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam porozwalane ubrania Justina, a jego obok
mnie. Natychmiast w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. A co, jeśli tata tu wejdzie? Co sobie pomyśli? Na
bank będę uziemiona do końca życia.
-Tak, wstałam- krzyknęłam, a chłopak obok mnie niespokojnie się poruszył.
Spanikowana, wstałam szybko i szturchnęłam go w ramię. Przekręcił się na bok,
mamrocząc coś niezrozumiałego.
-Justin, wstawaj- pisnęłam.
Za chwilę mój tata wejdzie do mojego pokoju, jak zwykle rano. I co ja miałam
teraz zrobić?
Justin nie zareagował, więc szturchając go co rusz wymawiałam jego imię coraz
bardziej zirytowana.
-Człowieku, rusz się. Mój tata już tu idzie- powiedziałam, kiedy w końcu
otworzył oczy.
Nawet zaspany wyglądał nieziemsko.
-Co!?- krzyknął od razu wstając.
-Cicho bądź. Zmywaj się- pisnęłam.
Usłyszałam kroki w stronę mojego pokoju.
-Jak niby mam wyjść?- zapytał.
W mojej głowie odtworzyła się jakaś scena z tandetnej komedii romantycznej,
którą kiedyś oglądałam. Justin nie mógł teraz wyjść przez okno, a co miałam z
nim zrobić?
-Właź do szafy- powiedziałam zbierając jego ubrania leżące na fotelu i
podłodze.
Chłopak stanął i spojrzał na mnie marszcząc brwi.
-Żartujesz, prawda?- zapytał.
Popchnęłam go pod ścianę i otwierając szafę, wepchnęłam do środka i włożyłam
tam jego kurtkę i koszulkę. Stał zszokowany, prawdopodobnie pierwszy raz
ukrywając się w szafie.
-Kocham Cię, bądź grzeczny- rzuciłam i cmoknęłam go w usta.
W ostatniej chwili zamykając drzwiczki, bo do mojego pokoju bezceremonialnie
wszedł mój tata. Nigdy nie potrafi zapukać, chociaż mam już 17 lat. Ubrany w
mundur, zapewne za chwilę wychodził do pacy.
-Masz jakieś plany na dzisiaj?- zapytał.
Podrapałam się po głowie, próbując wymyślić coś sensownego.
-Mam dzisiaj dużo nauki. Pewnie Megan do mnie przyjedzie.
-W porządku. Idę do pracy, do zobaczenia- rzucił i zamknął drzwi.
Stałam i nasłuchiwałam aż dźwięk ciężkich butów strażaka zniknie na klatce
schodowej. Kiedy usłyszałam, że zamyka drzwi wejściowe na klucz, odetchnęłam z
ulga. Od razu podeszłam do nieszczęsnej szafy i powitał mnie widok
poirytowanego Justina.
-Nie wierzę, że chowałem się w szafie- powiedział nakładając na siebie szarą
koszulkę.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz- rzuciłam,
z uśmiechem wzruszając ramionami.
Justin założył buty i odpalił papierosa. Nie rozumiałam dlaczego był taki
zdenerwowany. Trochę mnie to przerażało. Tak długo było między nami dobrze,
pierwsza kłótnia musiała nastąpić.
-Dlaczego jesteś zły?- zapytałam siadając obok niego.
-Jesteśmy razem trzy tygodnie, a ja muszę ukrywać swoją obecność przed Twoim
tatą. Nie uważasz, że powinnaś go poinformować, że taki ktoś jak ja istnieje?
Nie mamy 13 lat, Victoria, błagam- powiedział mocno się zaciągając.
-Powiem mu- szepnęłam.
-Kiedy?
-W najbliższym czasie- powiedziałam, bawiąc się koszulką.
-Dzisiaj wieczorem przyjadę do Ciebie na kolację, w czasie której
przedstawisz mnie swojemu tacie-
powiedział tak, jakby wydawał rozkaz, ale dla mnie to była kara śmierci.
Mój tata niczego nie rozumie, ani nawet nie próbuje zrozumieć. Całe jego życie
kręci się wokół straży pożarnej i meczu
baseballu.
-Wiesz w jakiej sytuacji mnie stawiasz?- wrzasnęłam.
-No w jakiej?- zapytał wypuszczając dym z płuc.
Nie odezwałam się słowem, tylko chodziłam w tę i z powrotem.
-Jeżeli traktujesz nasz związek poważnie, to nie będzie dla Ciebie problem-
powiedział.
Największym problemem było wyjawienie to tacie. Nigdy jeszcze nie miałam
chłopaka, nie wiedziałam jak się do tego zabrać, ale wiedziałam, że jeżeli sama
tego nie zrobię, Justin mnie wyręczy.
-Czekam na Ciebie o 18. Tylko wejdź drzwiami, nie oknem.
tak sie balam jak sie Juju byl w szpitalu. dobrze ze to tylko sen ;-;
OdpowiedzUsuńjak kochanek z szafy xdd
kocham <3333333333
świetne opowiadanie
OdpowiedzUsuńinformuj mnie prosze
@magda_nivanne
Ale sie wystraszyłam że on umarł...ale to tylko sen na szczęście :) czekam na nn xx
OdpowiedzUsuń@_swaggy1994
Jejciu strasznie się przestraszyłam poczatku...ale to tylko zły sen...Fajne to było jak kazała mu schować się w szafie hahah.A jeszcze lepsze jak bała się drapania w szybe a to był Justin <3.Bałam się że on umarł!!
OdpowiedzUsuńCudowne !! Czekam na next !! *.* /@_TommoKiss
OdpowiedzUsuńBoski blog ! Czekam na następny rozdział ! Kocham <3
OdpowiedzUsuńJezu !! *.*.*.*.*.*.*.*.* cuuudo !! Czekam na next <3 *.* /@_TommoKiss
OdpowiedzUsuńRewelacyjny ! *_*
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się nexta ! <3
Kocham to! *.* <3
Wow, nie jestem wielką fanką Justin'a ale twój blok jest zajebisty. Tak się zaczytałam że chciałam już kolejny rozdział a tu nie ma :/
OdpowiedzUsuńszkoda, bardzo mi się spodobał :)